sobota, 7 kwietnia 2012

Info

UWAGA! ZAWIESZAM BLOGA
Pomimo tego, iż mam napisany prawie cały następny rozdział, to i tak zawieszam. Nie wiem na jak długo. 
Muszę przyznać, że po paru rozdziałach przestał mi się podobać. Nie przekazałam w nim tego, co chciałam przekazać. Rozpoczęłam pisać NOWE OPOWIADANIE. Zupełnie inne niż wszystkie. Chcę pokazać życie z zupełnie innej strony. Nie na bogato, że tak powiem. ZAPRASZAM DO CZYTANIA
http://im-a-thief.blogspot.com/

niedziela, 25 marca 2012

Rozdział 10

*perspektywa Zayna*

Chyba pierwszy raz w życiu nie mogłem spać. Wstałem jak nigdy przed 8 rano. Śniła mi się moja była dziewczyna Victoria. Wypowiadała w kółko te same słowa: '' Nie dopuść, żeby ona też przez Ciebie odeszła.'' Znaliśmy się od dziecka. Zawsze ją kochałem. Pamiętam, gdy w wieku trzynastu lat spytałem ją czy chce ze mną być. Odpowiedziała bez najmniejszego wahania. Wtedy nie widziałem nic poza nią. Była całym moim światem. Lecz popełniłem jak zwykle jakiś błąd. Dwa lata temu byliśmy razem na imprezie. Ja za dużo wypiłem, nie panowałem nad sobą. Podszedłem do jakiejś innej laski i ni stąd ni zowąd zacząłem ją całować. Niestety Victoria to widziała. Wybiegła z klubu, gdy to zobaczyłem wybiegłem za nią, o ile można to było nazwać biegiem. Starałem się ją dogonić, wiedziałem że ją zraniłem, że ona jest bardzo wrażliwa. Uciekła gdzieś w jakąś boczną uliczkę. Nie mogłem jej znaleźć. Poszedłem do domu, gdyż stwierdziłem że po pijaku i tak niczego nie zdziałam. Wytłumaczę jej wszystko na następny dzień. Lecz nie było mi to dane. Nie dostałem drugiej szansy. Nie zdążyłem jej przeprosić. To wszystko przeze mnie. Ona miała tylko mnie, nie miała nikogo innego. Była sama, a ja tak bardzo ją skrzywdziłem. Inna dziewczyna być może by mi to wybaczyła, zlałaby na to. Tylko, że ona była wyjątkowa. Zraniłem ją i nigdy sobie tego nie wybaczę. Pamiętam ten dzień jakby to było dzisiaj.

Wstałem rano, miałem niezłego kaca, ale o dziwo wszystko pamiętałem. Wziąłem w dłoń telefon i zadzwoniłem do niej. Nie odbierała. Nie dawałem za wygraną. Za siódmym razem stwierdziłem, że muszę pojechać do niej i ją przeprosić.Ogarnąłem się dość szybko i wyszedłem. Po drodze wstąpiłem do kwiaciarni, kupiłem bukiet jej ulubionych białych lilii. Będąc pod jej domem, myślałem nad tym co jej powiedzieć. Czy mi wybaczy, nie widziałem poza nią świata. Pukałem, lecz nie otwierała. Drzwi na szczęście były otwarte. Rozejrzałem się po domu, na dole jej nie było. Zapewne jest u siebie na górze. Wszedłem po schodach i skierowałem się w stronę drugich od lewej strony drzwi. Zapukałem i nie słysząc odpowiedzi wszedłem do środka. To co tam zobaczyłem wstrząsnęło mną. Pod ścianą leżała cała sina Victoria. Obok niej były porozsypywane najróżniejsze tabletki i pusta butelka po winie. W ręce trzymała kartkę. Ona, ona nie żyła. Zalałem się łzami. Ukucnąłem obok niej i wyciągnąłem z dłoni kartkę. Przeczytałem na głos, mimo że głos mi się łamał. ''Byłeś dla mnie wszystkim. Kochałam Cię, a Ty mnie skrzywdziłeś. To Tobie zawsze powierzałam swoje tajemnice. Wiedziałeś o mnie wszystko. Wiedziałeś to, że nie zniosę czegoś takiego, że nie zniosę straty kolejnej ważnej dla mnie osoby. Myślałam, że jesteś inny. Byłam Tobie i Twojej rodzinie bardzo wdzięczna za to, że zaopiekowała się mną po odejściu moich najbliższych. Darzyłam Cię ogromny zaufaniem. Nigdy mnie nie skrzywdziłeś, zawsze wspierałeś, aż do teraz. Przepraszam Cię za to, że nie mogę przejść obok tego obojętnie. Możesz sobie myśleć, że to tylko głupi nic nie znaczący pocałunek, ale dla mnie to był ogromny cios w serce. Żegnaj Zayn. I pamiętaj o tym, że nigdy nie przestane Cię kochać. Twoja na zawsze, Victoria."


Długo nie mogłem się wyzbierać po śmierci Victorii. Dopiero, gdy poszedłem do x factora i poznałem chłopaków moje życie się odmieniło. Owszem, nadal siebie winiłem za to co jej zrobiłem. Za to, że przeze mnie odeszła. Od tamtego momentu dziewczyny omijałem szerokim łukiem. Nie dopuszczałem żadnej do siebie, ponieważ nie chciałem jej skrzywdzić. Niestety, albo stety się zakochałem. Mam nadzieję, że nie będzie to powtórka z rozrywki, że nie skrzywdzę nigdy Amelii. Nie darowałbym sobie tego. Ciągnie mnie do niej cholernie, nie potrafię chyba zostawić jej w spokoju, przejść obok niej i nie spojrzeć jej w oczy. W końcu minęły dwa lata, zmieniłem się. Moje rozmyślenia jak zwykle ktoś musiał przerwać. Nawet nie wiedziałem, że spędziłem tak dużo czasu na wspominaniu dawnych czasów. W drzwiach stał Niall.
- Ogarnij się chłopie, za 10minut musimy jechać na próbę. Zapomniałeś? - powiedział Niall.
- Już, już. Zaraz zejdę. - odpowiedziałem i skierowałem się do łazienki. Po drodze wziąłem jakieś ciuchy. Ogarnąłem się dość szybko. Jeszcze tego mi brakowało, by wkurzony Paul darł się znowu za to, że się spóźniliśmy. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy. Dobrze, że nie było korków. Po 15 minutach wpadliśmy na salę prób.
- No, no jestem pod wrażeniem. Chyba pierwszy raz się nie spóźniliście. Gratuluję. - powiedział nasz manager.
- To Zayn pierwszy raz nie stał 2 godzin w łazience. - zaśmiał się Lou.
- Dobra do roboty! Pracy dużo, a czasu mało. Koniec gadania, lepiej zacznijcie ćwiczyć układ. - rzekł Paul.
Próba była dzisiaj dla mnie strasznie męcząca. Co chwilę ktoś się na mnie darł, że robię coś nie tak. Nie moja wina, że nie mogłem się skupić. Na szczęście moja męka skończyła się po niecałych trzech godzinach.
- Macie już wolne na dzisiaj. Zayn mam nadzieję, że jutro będziesz bardziej obecny, bo jak nie to będziesz tu siedział dwa razy tyle co pozostali. - truł Paul.
- Dobrze, postaram się. Do widzenia. - odpowiedziałem i wyszedłem za innymi.
- To gdzie teraz idziemy? - spytał Harry.
- Proponuję Nandos, albo inne miejsce gdzie mogę zjeść. Umieram z głodu.
- Oh Niall, Ty jak zwykle jesteś głodny. Dobra to idziemy do KFC bo mamy blisko. - powiedziałem.
- Ja odpadam, umówiłem się z Danielle. Do zobaczenia wieczorem. - powiedział Liam. Nie zdążyliśmy nawet odpowiedzieć, gdyż już zniknął za rogiem. My poszliśmy nakarmić naszego blondaska. Jak zwykle, nie obeszło się bez napadów fanek. Porozdawaliśmy autografy, porobiliśmy fotki i byliśmy wreszcie wolni. Zamówiliśmy sobie jedzenie i usiedliśmy gdzieś w kącie. Chłopaki pytali się mnie, czemu jestem dzisiaj jakiś taki nie obecny. Powiedziałem tylko, że nie mogłem spać. Tak na prawdę o tym wszystkim co się wydarzyło wiedział tylko Niall. To z nim najlepiej się dogadywałem. Oczywiście pozostali też są moimi przyjaciółmi i kocham ich jak braci, lecz to właśnie blondyn sprawił, że udało mi się przed nim otworzyć i opowiedziałem mu to wszystko. Gdy zjedliśmy to skierowaliśmy się w stronę samochodu, by móc pojechać do domu.
- Macie jakieś plany na wieczór? Bo ja bym z chęcią poszedł gdzieś na miasto. - powiedział Harry.
- Czemu nie. Możemy iść. - rzekł Niall.
- Ja niestety z Wami dzisiaj nigdzie nie idę. Wychodzę zaraz z domu. - odpowiedziałem.
- O, a z kim? - dopytywał Hazza.
- Oj Harry, idzie się domyślić, że z Amelią. Mam rację? - zapytał Lou. Pokiwałem tylko głową.
- Idę na górę poprawić fryzurę i zaraz wychodzę. Nie czekajcie na mnie. - powiedziałem. Stanąłem przed wielkim lustrem u siebie w pokoju i spojrzałem na swoje odbicie. Stwierdziłem, że się przebiorę. Ubrałem biały, dopasowany t-shirt a na to założyłem skórzaną kurtkę. Dopasowałem sobie jeszcze do tego spodnie i buty. Wziąłem portfel i komórkę z biurka. Włosy doprawiłem jeszcze żelem, żeby się dobrze trzymały i wyszedłem z domu. Przebiegłem przez ulicę i zapukałem do domu dziewczyn.


Od razu przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam. Po prostu miałam mało czasu na napisanie czegokolwiek. Chciałam, abyście w tym rozdziale poznali trochę przeszłość Zayna. A co do Paula to nie jestem pewna czy tak się nazywa manager chłopców.Inni mówią, że Paul to ich ochroniarz, inni że to manager. Postanowiłam, że w moim opowiadaniu Paul będzie odgrywał rolę managera.

sobota, 17 marca 2012

Rozdział 9

*perspektywa Julii*

Dwa ostatnie dni minęły nam bardzo szybko. Przedwczoraj po południu wpadli chłopacy, nic specjalnego nie robiliśmy, bo mnie męczył niezły kac. Następnego dnia oni od samego rana mieli próby, więc wraz z Amelią poszłyśmy na zakupy. Kupiłyśmy sobie parę rzeczy i oczywiście uzupełniłyśmy lodówkę żarciem, bo się kończyło. Dzisiaj umówiliśmy się, że to my pójdziemy do nich. Musimy im powiedzieć o przyjeździe naszej przyjaciółki. Oby tylko się na nią nie rzucili wszyscy. Nie powiem, jest bardzo ładna i co najważniejsze nie ma chłopaka. Spędzimy z nią całe dwa tygodnie. Nie wiem czy się cieszyć, że to aż dwa tygodnie czy płakać że tylko dwa. Ale jakby pomyśleć, że mogłaby w ogóle nie przyjechać, to cieszę się że będzie z nami chociaż tyle. Dobre i to. Jest już 13, pora się do nich zbierać.
- Dobra wychodzimy! - zawołałam siostrę, która siedziała przed telewizorem i oglądała jakieś gówno. Wstała, ubrała buty i wyszłyśmy.
- Kurde, czy oni muszą tak daleko mieszkać? Nogi mnie już bolą. - truła Amelia.
- Tak, naprawdę daleko mieszkają. - przeszłyśmy przez ulicę i zapukałyśmy do drzwi. Otworzył nam nagi Harry.
- Jezu człowieku, gaci nie masz? - zapytałam zasłaniając oczy.
- Przeszkadza Ci to, że dałem trochę luzu mojej Hazzacondzie?
- Haroldzie, natychmiast zakładaj gacie. - wydarł się poważnym głosem Liam. Ah ten tatuś. Przywitałyśmy się ze wszystkimi i usiedliśmy razem w salonie.
- Mamy dla Was dobrą wiadomość, chyba. - zaczęła Amelia.
- Jaką? Zamówiłyście mi pizze? - dopytywał się Niall. Trzepnęłam go w głowę.
- Ogarnij się trochę. Mianowicie przyjeżdża pojutrze do nas ważna osoba. - mówiłam.
- Kto taki? - zadał pytanie Zayn.
- Nasza przyjaciółka Angelika. Macie się zachowywać w miarę przyzwoicie. - powiedziała Amelia.
- A i tak myślałyśmy nad tym żeby zrobić jakąś imprezę powitalną czy coś. - dopowiedziałam. Chłopacy spojrzeli tylko na siebie i chórem wykrzyknęli.
- PARTY HARD!
- No coś w tym rodzaju. -zaśmiałam się. - To co wy na to? Pomożecie?
- Pomożemy. - powiedział Liam.
- No to cieszę się bardzo. - powiedziałam. Zaczęliśmy rozmawiać o Angelice. Opowiadałyśmy, że jest w tym samym wieku co Amelia, że mieszkała obok nas. Poinformowaliśmy ich również, że pomimo tego, że wydaje się być bardzo dziewczęca to trenuje boks, więc mają powód do tego, by się jej bać. Lepiej mają z nią nie zadzierać i jej nie wkurwiać, bo to może się dla nich źle skończyć. Nie powiem, przestraszyli się trochę. Niall aż tak bardzo, że musieliśmy go uspokajać. Wiadomo czym go można go uspokoić. Jedzeniem! Postanowiliśmy zamówić chińskie żarcie. Nie chciało nam się robić obiadu. Zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę! To do mnie! - wydarł się Niall. Pobiegł do drzwi i odebrał jedzenie. Usiadł w kuchni przy stole i zaczął odpakowywać zamówienie.
- Zaraz, zaraz. - powiedziałam. - To jest też dla nas, a nie tylko dla Ciebie Kochanie.
- No dobra, macie. - podsunął nam pare pudełeczek. Gdy skończyliśmy jeść, wszyscy rzuciliśmy się na kanapę. Nikomu się nie chciało nigdzie dupy ruszyć. Chłopacy włączyli jakąś tam komedię, która okazała się być komedią romantyczną. Niech tam będzie, mi tam obojętnie. Akurat jakiś tam Jake miał iść do swojej laski, gdy nagle Zayn wstał i powiedział, że zaraz wraca.

* perspektywa Amelii*

Zayn idzie chyba na taras. Kurde, dawno z nim nie gadałam.
- Idę do wc. - powiedziałam i wstałam. Poszłam na taras.
- Hej, mogę posiedzieć z Tobą? - spytałam jak jakaś kretynka, no ale trudno się mówi.
- Pewnie. Nie będzie Ci przeszkadzać jak zapalę sobie?
- Nie. Jestem przyzwyczajona do tego. - odpowiedziałam. Nagle wróciły wspomnienia, gdy to mój tata palił.
- Palisz? - zapytał.
- Nie, ale mój tata palił. - powiedziałam krótko. - Długo palisz?
- Od szesnastego roku życia. Próbuję to cholerstwo rzucić, ale jakoś nie mogę. Wiesz tak sobie pomyślałem, że może chciałabyś jutro gdzieś ze mną wyskoczyć?
- Z chęcią, a gdzie? - zapytałam z uśmiechem.
- Kino, restauracja, spacer, wesołe miasteczko? Gdzie chcesz?
- No to może niech będzie kino, a potem spacer? Co Ty na to? - spytałam. Aww wreszcie idę z nim gdzieś. Już myślałam, że nigdy do tego nie dojdzie. Julia z Lou a ja jak zwykle sama. Ale jak widać i mi się poszczęściło choć raz w życiu. Zayn to świetny chłopak.
- Pasuje. To przyjdę po Ciebie o 16. Ok?
- Tylko się nie spóźnij. Bo się wkurzę. - pokazałam mu język i się zaśmiałam. Zayn dopalił papierosa i postanowiliśmy wrócić do reszty.
- O już myślałam, że się w tym kiblu utopiłaś. - zaśmiała się Julia. - O ile w ogóle w nim byłaś. - powiedziała i spojrzała na Zayna. Ja spaliłam cegłę i usiadłam w fotelu. Chłopacy rozwalili się na kanapie, że Zayn nie miał gdzie usiąść.
- Masz tam fotel. Weź Amelię na kolana i po problemie. - powiedział rozbawiony Harry. Wredota z niego i tyle. Zayn spojrzał na mnie pytająco. Wstałam, on usiadł, a ja wwaliłam mu się na kolana.
- Tylko, że ja do lekkich nie należę. - zarumieniłam się trochę.
- Żartujesz sobie? Jesteś lekka jak piórko. - uśmiechnął się Zayn. Oparłam głowę na jego ramieniu, on mnie objął i tak siedzieliśmy do końca filmu. Co jakiś czas Julia z chłopakami patrzyli się na nas i uśmiechali. Debile z nich, no ale za to bardzo kochani. Po skończonym filmie ja wraz z Julią udałyśmy się do domu. Musiałyśmy ogarnąć trochę dom, bo jutro zapewne nie będziemy miały czasu.






Rozdział jakiś taki krótki i nijaki. Przepraszam za to, ale miałam trochę mało czasu w tym tygodniu. Wiecie, szkoła i takie tam. Następny w związku z tą randką Am i Zayna będzie dość interesujący. No i jak zauważyliście, wprowadzam nową bohaterkę Angelikę (nadałam jej takie imię, bo w komentarzu była prośba o to). Powiem tyle, że ta dziewczyna bardzo namiesza w karierze oraz życiu prywatnym chłopaków z 1D oraz dziewczynom.Dłuższy opis o niej znajdziecie w zakładce BOHATEROWIE. Dziękuję za wszystkie komentarze i w ogóle. ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ MOJEJ PRZYJACIÓŁCE KLAUDII <3 KTÓRA MA DZISIAJ URODZINY. Wszystkiego najlepszego skarbie:**

poniedziałek, 12 marca 2012

Rozdział 8

*perspektywa Amelii*
Obudziłam się. Otworzyłam powoli oczy. Chciałam się podnieść, ale nie mogłam przez  Zayna obejmującego mnie w pasie. Spojrzałam na niego. Jak on słodko spał. Zerknęłam na zegar wiszący na ścianie. Była godzina 11. Kurde nie chcę go obudzić, ale muszę do kibla. Zaraz się zsikam. Próbowałam odsunąć jego rękę, ale nie mogłam.
- Zayn, wstawaj. - szturchnęłam go lekko. Ten nawet nie drgnął. - Zayn, słyszysz? Obudź się! Nadal nic, no kurde. Co z nim jest. Zaraz się posikam, a tego bym nie chciała.
- Zayn, prooszę puść mnie! - gadałam dalej. On tylko wzmocnił uścisk. - ZAYN! - krzyknęłam.
- Hmm? - wymruczał.
- Muszę wstać. - powiedziałam.
- Ehem, śpijmy dalej. - wydukał. Nawet oczu nie otworzył.
- Zayn! Ja się zaraz posikam! - krzyczałam.
- Co?! - wybudził się. - Co się stało?
- Zsikam się, puść mnie!
- Przepraszam. - powiedział i zabrał rękę. Ja się zerwałam z łóżka jak oparzona. Pobiegłam do toalety. Jejku chyba sikałam z 5 minut. Masakra. Wróciłam do pokoju. Zayn leżał w łóżku, ale tym razem miał otwarte oczy i chyba kontaktował.
- Ulżyło? - zaśmiał się.
- A żebyś wiedział, że tak. Śpisz jak zabity. Już się zaczęłam o Ciebie bać. - powiedziałam z uśmiechem.
- Bałaś się o mnie? To takie słodkie.
- Teraz to mam ochotę Cię zabić! Jak będę mieć kamienie na nerkach to to będzie Twoja wina. - rzuciłam się na niego i zaczęłam go okładać poduszką. On nie pozostawał mi dłużny.
- Ja Ci pokażę. - zaczął mnie łaskotać.
- Przestań! Zayn! - wyrywałam mu się.
- Najpierw cofnij to co powiedziałaś.
- Że się o Ciebie martwiłam? No dobra, nie martwiłam się! - krzyknęłam pomiędzy fazami śmiechu.
- Nie to! To z tym zabiciem. - podpowiedział. Łaskotał mnie jeszcze bardziej.
- Hahaha, nie! - wykrzyczałam. - Nie zrobię tego.
- W takim razie ja zrobię to! - powiedział i podniósł mnie. Przerzucił sobie mnie przez  ramię. Waliłam go pięściami w plecy. Oczywiście tak, żeby zabolało, ale nic wielkiego mu się nie stało.
- Co Ty robisz?! Gdzie Ty idziesz! - darłam się na cały dom. Zniósł mnie ze schodów. Przechodziliśmy przez salon. Liam się obudził i nie wiedział co się dzieje.
- Liam! Pomóż mi! - darłam się.
- Nie pomagaj jej. Zasłużyła sobie. - powiedział Zayn. Liam tylko się zaśmiał, obudził Nialla i Hazze i patrzyli na nas. Zayn kierował się w stronę basenu. O Boże wszystko tylko nie to pomyślałam. Podszedł i mnie wrzucił. Zaczął się śmiać.
- Ja nie umiem pływać!
- Co?! - aż mu gały wyszły na wierzch. Wskoczył mi na pomoc. Podpłynął bliżej, a ja zaczęłam go podtapiać. - Nie umiesz pływać? Kłamczucha.  Było nam zimno, postanowiliśmy wyjść. Zayn wyszedł pierwszy i podał mi rękę.
- Tylko bez żadnych numerów, bo coś Ci zrobię. Obiecuję. - powiedziałam i złapałam jego dłoń. Podciągnął mnie do góry i pomógł wyjść. Weszliśmy do domu cali mokrzy. W salonie byli już wszyscy. Gdy nas zobaczyli to nie mogli przestać się śmiać. Ja tylko wkurzona na nich popatrzyłam i weszłam na górę. Zayn poszedł za mną. Zamknęłam mu drzwi przed nosem. Mało co w nie nie wpadł. Otworzył je sobie i wszedł. Spiorunowałam go wzrokiem. Podchodził do mnie. Był coraz bliżej. Rozkładał ramiona.
- No chodź się przytulić tak na przeprosiny. I tak jesteś mokra tak jak ja. - powiedział. Podeszłam i się wtuliłam. Co mi szkodzi. Objął mnie, jaki on umięśniony. Kurde, chłopak idealny, chyba. Staliśmy i staliśmy. Żadne z nas nie chciało się puścić. Drzwi się otworzyły i wpadła Julia. Zobaczyła nas, powiedziała że śniadanie na stole i poszła.
- Dobra, idę się w coś przebrać. - kapnęłam się, że nadal mam ciuchy z wczoraj. Wzięłam bieliznę, biała bokserkę i szare spodnie dresowe i poszłam do łazienki. Po chwili wyszłam. Zeszłam na dół i usiadłam przy stole.
- Harry zrobił Twoje ulubione naleśniki. - powiedziała Julia.
- Oo dziękuję. - podeszłam i go uściskałam. Zaczęłam jeść. Niall jadł chyba siódmego naleśnika. Gdzie on to wszystko mieścił to ja nie wiem. Gdy wszyscy już zjedli, to odezwał się Liam.
- Co dzisiaj robimy?
- Mi tam obojętnie. - odpowiedziałam.
- Ja się nie czuję zbyt dobrze. - powiedziała Julia. - Wolałabym zostać w domu.
- Kac morderca? - zaśmiał się Harry.
- No to może po południu wpadniemy do Was? - spytał Louis.
- Czemu nie. Wpadajcie kiedy chcecie. Bynajmniej przez najbliższy miesiąc. - powiedziałam.
- No to my będziemy się zbierać. - oznajmił Niall. Wychodząc uściskali każdą z nas. Lou podszedł do Julii i ją pocałował.
- Uuu czyżby coś między Wami było? - spytał Harry.
- Może, może. - rzekła tajemniczo Julia. Zayn podszedł do mnie, pocałował w policzek i wyszeptał przepraszam. Uśmiechnęłam się do niego. Wyszli od nas i poszli do siebie. Ja postanowiłam wyciągnąć informacje od Julii.
- Opowiadaj co się wczoraj działo.
- No tańczyliśmy, piliśmy, śmialiśmy się. Było zajebiście. W pewnym momencie powiedział, że mu się podobam. Pocałował mnie, czaisz? Pocałował. Ja mu się podobam! - zaczęła piszczeć.
- Mówiłam Ci! I co jesteście razem?
- No w sumie to nie wiem. Nawet nie pamiętam co się potem działo. Za dużo wypiłam. Obudziłam się rano z nim w jednym łóżku, ale chyba nic się nie wydarzyło. No i pytała się, co wczoraj mniej wiecej się potem działo. Powiedziałam, że nic nie pamiętam. Ale on tylko się śmiał i nie chciał powiedzieć. - wydusiła z siebie. - Co ja takiego robiłam bądź mówiłam?
- Hahaha. Wiem tylko tyle, że w samochodzie gadałaś o kwiatach doniczkowych. Potem coś, że rzygać Ci się chce. Że zjadłabyś schabowe i coś tam potem mówiłaś do loczków Harrego.  - nie mogłam powstrzymać śmiechu. Jak przypomniałam sobie jej minę, gdy o tym mówiła to hhahaa to było bezcenne.
- O kurde, trzeba było strzelić mi w ryj. - poradziła.
- Następnym razem tak zrobię. - odpowiedziałam i ją przytuliłam. - Co robimy?
- Pogadajmy przez skype ze znajomymi z Polski. Obiecaliśmy im to przecież.
- No ok. - powiedziałam. Zadzwoniłyśmy do paru osób w tym do naszej najlepszej przyjaciółki Angeliki. Opowiadałyśmy co tam u nas, potem co u nich. Rozmawialiśmy przez dobre dwie godziny. Potem się rozłączyli. Została tylko Angela. Oznajmiła nam, że przyjedzie do Londynu za cztery dni.
- Co?! - krzyknęłyśmy z Julią jednocześnie.
- Cieszycie się? - zapytała.
- Jeszcze się pytasz? Pewnie, że tak. Mieszkasz u nas, mamy na miesiąc wolną chatę. - powiedziała Julia. Zgodziła się. Powiedziała, że napisze o której mamy ją odebrać. Musiała już kończyć gadać, bo rodzice się czepiali, że ma iść do sklepu czy coś. Pożegnałyśmy się.
- Musimy zrobić jakieś party hard z okazji jej przyjazdu. - powiedziała Julia.
- No pewnie, że tak. Dogadamy to z chłopakami jak do nas przyjdą. A teraz daj mi spokój, zamierzam poczytać książkę. - powiedziałam i wywaliłam ją z pokoju. Usiadłam na łóżku, wzięłam jakieś romansidło i zaczęłam czytać...

Jest i 8 rozdział. Dziękuję za komentarze i za to, że w ogóle to czytacie. :***

środa, 7 marca 2012

Rozdział 7

*perspektywa Julii*

Lou dopiero co wyszedł, a już za nim tęsknię. Chyba muszę sie komuś wygadać ze wszystkiego, bo umrę. Poszłam do pokoju Amelii.
- Ej, bo wiesz...ja wiem, że ja ... no wiesz... - zaczęłam. Nie wiedziałam od czego zacząć. Nie lubię się przyznawać do swoich uczuć. Lubię jak ludzie postrzegają mnie za tą złą. No, ale Am mogę powiedzieć wszystko.
- No właśnie nie wiem? - zaśmiała się.
- Eh, bo mi podoba się Louis! - wykrzyknęłam. Ona tylko pociągnęła mnie na łóżko i zaczęła tulić.
- Wiedziałam! To widać! Z resztą każdy to widzi, nie tylko ja. - mówiła.
- Serio? Jezu. - wymruczałam.
- No lepiej opowiadaj co się wydarzyło jak my wtedy pojechaliśmy się przejechać London Eye. Jak wróciliśmy to byłaś taka w skowronkach.
- No wiesz...
- Wyduś to z siebie! Wiem, że nie lubisz mówić o uczuciach, no ale bez przesady. Zaraz zawału tu dostaniesz. - wystawiła mi język i nieźle się śmiała.
- W sumie to tylko rozmawialiśmy. Ale on mi się tak bardzo podoba, ja go tak bardzo lubię. Chyba się zakochałam. Tylko nie wiem, czy on też mnie tak lubi. - wydusiłam z siebie. Oparłam głowę o jej ramię.
- Podobasz mu się, chłopaki też tak mówią. Co jak co, ale oni go znają najlepiej. - jej słowa podniosły mnie na duchu.
- Masz rację, podobam mu się. Muszę zacząć z nim spędzać więcej czasu. Jest dla mnie ważny, nie oddam go żadnej jego fance. - zaśmiałyśmy się.
- Wstawaj, musimy się wyszykować. Musisz wyglądać zajebiście. Z resztą ja też. - pociągnęła mnie w stronę szafy. Ona przebrała się w to a ja założyłam to . Uporczywie namawiała mnie na jakąś sukienkę albo spudniczkę, ale ja nie lubię nosić takich rzeczy. Lepiej się czuję w spodniach. Z tego co pamiętam ostatnio założyłam spódniczkę jak byłam jeszcze w podstawówce. To było coś okropnego. Taka wredna małpa Anka podeszła i opuściła mi ją na sam dół. Wszyscy pokładali się ze śmiechu. Potem wyśmiewali mnie, że noszę majtki w misie. Wyrosłam z takiego typu bielizny, ale traume mam nadal. Może kiedyś się przełamię, kiedyś.

*perspektywa Amelii*

Ale uparte z niej stworzenie. Ona nadal przeżywa tą sytuację z podstawówki. No bez przesady! Nie ten wiek, nic by jej się nie stało. Zobaczycie, jeszcze kiedyś zrobię tak, że pochowam jej wszystkie spodnie. Nie będzie miała wyboru. A co do wyglądu, umalowałyśmy się mocniej niż zazywczaj. Obie rozpuściłyśmy włosy. Tylko, że ja miałam kręcone, a ona proste. Chłopacy mieli przyjść po nas o 19 o ile dobrze pamiętam. Zostało nam jeszcze 15 minut. Ostatnie poprawki. Musnęłam usta ostatni raz truskawkowym błyszczykiem. Schowałam najpotrzebniejsze rzeczy do torebki i byłam gotowa. Julia tak samo. Czekałyśmy i czekałyśmy. Usłyszałyśmy dzwonek.
- Ja otworzę! - krzyknęłyśmy jednocześnie. Zaśmiałyśmy się i poszłyśmy razem otworzyć drzwi.
- Uuu jak ślicznie wyglądacie. - powiedział z uśmiechem Harry. Coraz bardziej go lubię. Już praktycznie zapomniałam o tych nieprzyjemnych sytuacjach. Ale się do tego nie przyznam, niech myśli że nadal mam jakiegoś focha czy coś.
- Gotowe? Możemy iść? - zapytał Liam. Pokiwałyśmy głowami, zamknęłysmy dom i poszliśmy do ich samochodu. Samochód był 7 osobowy, w sam raz.
- Kto prowadzi? - zapytał Lou.
- Ja mogę! - krzyknęłam.
- Nie dawajcie jej prowadzić! - uprzedziła ich Julia. - Ostatnio wjechała w jakiś płot!
- No to niestety, Harry prowadzisz! - zwrócił się do Haregoo Lou. Ja tylko popatrzyłam z miną zbitego psa.
- To było dawno i nie wjechałam, tylko lekko się obtarłam. - wytłumaczyłam. Widziałam tylko jak Julia szepcze coś chłopakom, a oni się śmieją. Zabiję ją jak wrócimy do domu! Wsiedliśmy. Harry prowadził, obok niego siedział Liam. Ja siedziałam obok Zayna i Nialla, Julia obok Louisa. Jechaliśmy i nie mogliśmy dojechać.
- Daleko jeszcze? - spytałam.
- Jedziemy dopiero 5 minut. - powiedział Zayn.
- Mi się wydaje, jakbyśmy jechali wieczność. - wyjęczałam.
- Uważajcie, może puścić pawia. - zaśmiała się Julia. - Jak była mała to miała chorobę lokomocyjną.
- Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz? Może chcesz usiąść przy oknie? - pytał zmartwiony Zayn. Oh jaki on słodki.
- O Boże. Tylko nie na mnie. - powiedział Niall.
- No właśnie, jak byłam mała! Wyrosłam z tego.- powiedziałam zawstydzona. - Pożałujesz w domu. - wyszeptałam do niej, ale i tak wszyscy to słyszeli.
- Uważaj mała. - powiedział do Julii Liam. Dalej jechaliśmy w ciszy. Zayn co chwilę na mnie spoglądał. Przecież się nie porzygam, bez przesady. W końcu dojechaliśmy na miejsce. Chłopacy mieli jakieś układy z ochroniarzem. Wpuścił nas bez kolejki. Jak się domyślałam, szliśmy w kierunku miejsc dla vipów.
- I jak się podoba? To najlepszy klub w Londynie. - powiedział Lou.
- Jest zajebiście. - odpowiedziałyśmy razem i znów się zaśmiałyśmy. Usiedliśmy przy stolikach. Louis skoczył po jakieś drinki. Rozmawialiśmy w sumie o niczym. Taka tam bezsensowna wymiana zdań. Boo Bear wrócił. Postawił przede mną szklankę z czymś tam.
- Ee ja mówiłam, że nie piję. - powiedziałam i odstawiłam szklankę w stronę Harrego.
- A to czemu? - pytał Niall.
- Bo tak, umiem się bawić i bez tego. - odpowiedziałam.
- No to widzę, że wreszcie nie tylko ja będę jedyną trzeźwą osobą w tym towarzystwie. - powiedział Liam. - Też nie piję, bo nie mogę. Ale to długa historia. Z tego co zauważyłam w ciągu najbliższej godziny Harry zdążył wypić trzy drinki, Lou dwa tak samo Zayn, Niall i Julia po jednym. I tak mogę się założyć, że jeszcze z dwa i Julia już będzie trochę zakręcona. Wystarczy, że trochę wypije, a już nad sobą nie panuje. Ma dziewczyna słabą główkę. Rozmawialiśmy o ich zespole. Opowidali nam jak to te ich fanki są czasami wkurzające. I ogólnie, jak to się wszystko zaczęło. Że byli w xfactor i tam złączyli ich w jeden zespół. Po paru minutach kapnęłam się, że Julia, Lou i Harry się ulotnili. Louis z moją siostrą szaleli na parkiecie. Harry z drinkiem w ręku podrywał jakąś laskę.
- Chyba wypadałoby spytać, czy zatańczysz? - powiedział do mnie Zayn.
- Czy ja wiem? Nie lubię tańczyć. - odpowiedziała.
- No to spadł mi kamień z serca. - rzekł, a ja tylko patrzyłam się na niego jak na kretyna. Po co pyta skoro i tak nie chciał? Z litości? Nie dzięki. - Ja wręcz nienawidzę tańczyć. - dokończył.
- Uff już myśłałam, że spytałeś z litości czy coś. - kurde powiedziałam to na głos.
- Haha, nie. Po prostu dla Ciebie już bym się poświęcił. - powiedział i się do mnie uśmiechnął. Spostrzegłam, że nikogo przy nas nie ma. A to świnie, poszli w cholerę.
- Miło to słyszeć. - powiedziała i odwzajemniłam uśmiech. Popiłam swoją colę. widzę, że Zayn nie chce się najebać zbytnio. Wypił tylko te dwa i na tym zakończył. Jeden normalny. Spojrzałam za siebie. Harry odprawiał jakieś dzikie tańce z Niallem. Julia przytulała się do Louisa. Liam chyba poszedł do kibla. Kto go tam wie.
- Mogę łyka? - zapytał. Podsunęłam mu szklankę. Oddał mi prawie pustą. Nie no spoko.
- Hahah fajny łyk. - zaznaczyłam słowo łyk.
- Zaraz pójdę po nową. - powiedział i już zaczął wstawać. Pociągnełam go za rękę, żeby siedział dalej.
- Nie trzeba. - odpowiedziałam. Uśmiechnął się i usiadł bliżej mnie. Coś często się do mnie uśmiecha. Rozmawialiśmy teraz o mnie. O moich zainteresowaniach i w ogóle.  Potem pytał się, jaki jest powód naszego przyjazdu do Londynu. Opowiedziałam mu, nie będę tego ukrywać. Pojedyncza łza poleciała mi po policzku.
- Przepraszam, nie wiedziałem. - mówił. Starł mi łzę z policzka i spojrzał w moje oczy. Przybliżył się do mnie jeszcze bardziej. Już mieliśmy się pocałować, gdy ktoś nam przeszkodził.
- Ej, musimy wracać. Julia się najebała w trzy dupy. Ledwo stoi, Harry też nie lepszy. - tłumaczył Niall.
- W porządku. Zwijajmy się. - powiedziałam. Wstałam wkurzona, kurde no ja na prawdę polubiłam Zayna. Zabraliśmy zwłoki Julii i Hazzy i zapakowaliśmy się wszyscy do samochodu. Byłam jakaś taka zmęczona. Oparłam głowę o ramię Zayna. Objął mnie lekko i zdmuchnął włosy z twarzy. Uśmiechnęłam się. Julia gadałą jakieś bzdury i kwiatach doniczkowych. Wszyscy się cała drogę z niej śmialiśmy. Wjechaliśmy na podjazd naszego domu. Lou zaniósł Julię do jej pokoju i chyba nie zamierzał z tamtąd wychodzić. Niall walnął się na fotel. Hazza i Liam rozsiedli się na kanapie. No to widzę, że nie zamierzają iść do siebie. Wczołgałam się po schodach do pokoju. Nie miałam siły się przebierać. Jebłam się na łóżko. Ktoś zapukał do drzwi. Powiedziałam ciche prosze. To był Zayn. Spytał czy nie może u mnie w pokoju posiedzieć, bo Hazza się dziwnie zachowuje i się go boi. Myślałam, że nie wyrobię ze śmiechu. Zrobiłam mu miejsce obok siebie na łóżku.
- Wiesz, wystarczy mi fotel. - powiedział. - Nie rób sobie problemu.
- Żaden problem. Właź. - odpowiedziałam. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę o jego rodzinie, o tym że tęskni za domem. Że dawno ich nie widział i tak dalej. Bardzo dobrze mi się z nim rozmawiało. Cieszyłam się, że nie był jakiś nachalny i  w ogóle. W pewnym momencie przestałam go słuchać. Zasnęłam chyba...

No to jest 7 rozdzialik. Dzięki za komentarze i wgle. Chciałam dodać wczoraj, bo dostałam smsa od koleżanki, że jest dużo komentarzy, ale miałam problemy z internetem. Czytajcie i komentujcie :**

wtorek, 6 marca 2012

Rozdział 6

*perspektywa Amelii*

Londyn to najpiękniejsze miasto jakie kiedykolwiek widziałam. Jest przeogromny. Chyba nigdy nie zczaje gdzie co jest. A najlepsze jest to, że gdyby nie chłopacy to już dawno bym była w kostnicy. Zapomniałam, że tam jest inny ruch uliczny. Pokazali nam Big Bena i Parlament. Teraz właśnie jesteśmy pod London Eye.
- Musicie się przejechać! Są zajebiste widoki. - mówił Lou. Ja z chęcią, no ale Julia ma lęk wysokości.
- Ale ja mam lęk wysokości, nie dam rady. - odpowiedziała Julia. - Poczekam na Was na dole. No idźcie, nie ucieknę.
- W takim razie ja zostane z Tobą. - powiedział Lou.
- Skoro chcesz, czemu nie. - odpowiedziała. Uśmiechnęła się ciągle do siebie. Mówię Wam, z tego coś będzie.
- Dobra, chodźmy. - powiedział Zayn. - Musisz zobaczyć London Eye w nocy, jest tak pięknie oświetlony. Wszystko tak magicznie wygląda.
- To może następnym razem wybierzemy się jakoś wieczorem.  - powiedziałam.
- A to Tamiza, tam dalej jak się przyjżysz widać  Tower Bridge przecinający rzekę. - opowiadał Zayn.
- Jak tu pięknie. Na początku myślałam, że Londyn to tylko mega zanieczyszczone miasto. A jednak ma swoje uroki. - powiedziałam. Przejażdżka się skończyła. Wysiedliśmy i rozglądaliśmy się za Julią i Lou.
- O tam są! - wskazał Niall. Podeszliśmy do nich.
- Co tam gołąbeczki? - zażartował Harry. Julia nic nie odpowiedziała tylko się lekko zarumieniła.
- Julia, od kiedy Ty się rumienisz? - zapytałam.
- Nie rumienię się, przecież wiesz. - powiedziała zawstydzona. Ja tylko pokiwałam głową i się zaśmiałam.
- Wracajmy już, musimy się przyszykować. Głodna jestem już i w ogóle. - zmieniła temat. Niall tylko zaczął zrzędzić, że też dawno nie jadł. Ta jasne, przed przejażdżką London Eye jadł kebaba. Moja siostra tak samo. No, ale im do rozumu nie przemówisz. Ciągle by jedli i jedli. Dziwię się, że nie tyją. Droga do domu zajęła nam jakoś z 40 minut.
- Wejdziecie? Zaraz zrobię jakiś obiad, czy coś. - powiedziała Julia.
- A z chęcią. - odpowiedzieli i weszli z nami.
- Nie ma nikogo u Was w domu? - zapytał Liam.
- Nie, ciocia z Tomem wyjechali na miesiąc. - odpowiedziałam. Julia poszła do kuchni, a reszta usiadła w salonie.
- Pójdę jej pomóc. - odezwał się Louis.
- Widać, że mają się ku sobie. Kto jak kto, ale Lou nigdy nie robi nic w kuchni. Ma dwie lewe ręce. - zaśmiał się Liam.
- Może coś obejrzymy? - zapytał Harry. Dziwne, że wreszcie się odezwał. Mało co mówił. Trzymał się z boku. Jak któraś z nas na niego spojrzała to od razu patrzył się w ziemię albo odwracał wzrok.
- Czemu nie. Wybierzcie sobie coś. - powiedziałam i wskazałam półkę z filmami.
- Może być horror? Czy nie lubisz? - zapytał się mnie Hazza. Oh widzę, że próbuje być miły. Jak narazie jakoś mu to wychodzi.
- Uwielbiam horrory! - wykrzyknęłam z entuzjazmem.
- No to Zayn, nie masz co liczyć, że będzie się bała i zacznie się do Ciebie tulić. - zaśmiał się Liam. Zayn jakby się speszył i zaniemówił. Podobam mu się? Czy jak? Muszę potem wypytać kogoś. Najlepiej Nialla, za żarcie powie mi wszystko. Film się zaczął. Nie był jakiś tam straszny. Nudził mnie. Ziewałam raz za razem. Oparłam głowę o ramię Zayna. On tylko się spojrzał i uśmiechnął do mnie. Przymknęłam lekko oczy.

*perspektywa Zayna*

W połowie filmu spostrzegłem, że Amelia chyba zasnęła. Tak słodko wyglądała. Grzywka opadła jej trochę na twarz. Postanowiłem jej nie odgarniać, żeby się nie obudziła. Nagle do salonu wpadł Louis i wydarł się, że obiad gotowy.
- Cii, Amelia zasnęła. - uciszyłem go.
- No, ale chyba ją musisz obudzić. Obiad jej wystygnie. Chociaż bardziej podejrzewam, że jak Julia i Niall się dopadną to nic nie zostanie. - powiedział Liam. Żal mi jej budzić, tak słodko śpi, ale Liam ma rację.
- Amelia, obiad gotowy. - powiedziałem i ułożyłem jej grzywkę spowrotem na bok. Otworzyła oczy i się uśmiechnęła.
- Długo spałam? - spytała.
- Nie, może z pół godzinki. - odpowiedziałem. - Chodź, bo zaraz nic nie zostanie. Pomogłem jej wstać i ruszyliśmy do kuchni. Jedzenie było pyszne, Julia się postarała. Wątpię, żeby Lou w czymś jej pomógł. Ale widać, że była szczęśliwa z jego obecności.
- Dzięki za przepyszny obiad. My będziemy się zbierać. Pójdziemy się jakoś ogarnąć. To co, do 19? - zapytał Liam.
- Tak. Do zobaczenia. - powiedziała Amelia. Uścisneliśmy je na pożegnanie i wyszliśmy.

No to tak, miał być to jest. Dzięki za miłe komentarze. Podbijamy stawkę ;p 10 komentarzy = następny rozdział. Siódma część jest dłuugaśna, więc uprzedzam :) Naczytacie się trochę.

poniedziałek, 5 marca 2012

Rozdział 5

*perspektywa Julii*

- Eee, czy Ty też widzisz to co ja?! - wydukałam. Nie wierzyłam własnym oczom. W MTV właśnie puścili teledysk w którym był Liam, Zayn, Niall, Lou i ten wieśniak Harry.
- O mój Boże. Czemu nam nie powiedzieli? Woleli to dalej ukrywać? W ogóle chcieli nam o tym powiedzieć? - ah.  Amelia i te jej retoryczne pytania.
- Ej! To tłumaczy słowa Harrego z tym, czy wiesz kim jest. - doszłam do wniosku. Teraz wiem o co chodziło. Jaki on pusty, zasrana gwiazdeczka. Myśli, że jak jest sławny to mu wszystko wolno.
- Mam pomysł! Udawajmy, że nie wiemy nic o nich. Znajdziemy odpowiedni moment i zrobimy to z jajami. Niech się zdziwią. - powiedziała.
- No w sumie, czemu nie. Będą niezłe brechty. No, a teraz Kochanie idziemy spać. Miałam być odpowiedzialna. - odpowiedziałam, a ona zaczęła się śmiać. - No co się śmiejesz? Ja mówiłam poważnie, chyba chcesz być wypoczęta? Jutro idziemy na jakieś balety.
- Balety powiadasz? To bardzo odpowiedzialne z Twojej strony. - powiedziała przez śmiech. Spodziewałam się tego. Ona tylko się uśmiechnęła i poszła do łazienki. Ja jako iż już zdążyłam przed nią wziąć prysznic, poszłam do siebie do pokoju. Położyłam się na łóżku. Wtuliłam się w poduszkę i zasnęłam z uśmiechem na ustach.

*perspektywa Amelii*

Kto śmie mnie budzić? Cholerny telefon. Wzięłam go do ręki, zobaczyłam na wyświetlacz : Zayn. Jejku czego on chce ode mnie o 9.47?
- Halo? - wydukałam.
- Hej. Obudziłem Cię? - powiedział speszony.
- Nie no co Ty. - odpowiedziałam.
- Na pewno? Bo masz taki dziwny głos, taki zaspany. - dopytywał się.
- Wydaje Ci się. No dobra, po co dzwonisz? - spytałam. Może jak będzie się streszczać to jeszcze przysnę.
- Bo tak sobie z chłopakami pomyśleliśmy, że może byśmy się spotkali godzinkę wcześniej? Skoro już od jakiegoś czasu nie śpisz. Myślę, że to by nie był większy problem? - gadał i gadał. Fajnie, to sobie pospałam.
- Hmm no niech Ci będzie. Bądźcie o 11. Pa. - nie czekałam na odpowiedź, rozłączyłam się. Wygrzebałam się z łóżka i pobiegłam do pokoju Julii. Mogłam się spodziewać tego, że ona jak zwykle już jest  ubrana umalowana i uczesana. Nie rozumiem jej, jak ona może tak wcześnie wstawać?
- Dzwonił Zayn, przyjdą godzinę wcześniej. Ja idę się ogarnąć. Zrobisz mi śniadanie? Proszę. - zrobiłam słodkie oczka. Wiedziałam, że i tak mi zrobi.
- No ok. To szykuj się, masz godzinę. - wystawiła mi język i poszła na dół, zapewne do kuchni. Poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic na wybudzenie się. Potem ubrałam się w to włosy zapletłam w luźnego warkocza, lekko się pomalowałam. Zeszłam do kuchni.
- Śniadanko gotowe. Sorry, że to tylko kanapki, ale nie chciało mi się niczego innego robić. - zaśmiała się Julia.
- Dzięki i za to. Która godzina? - zaczęłam jeść kanapki z serem żółtym, sałatą i pomidorem.
- Masz dokładnie dziesięć minut. - odpowiedziała. Pośpieszyłam się z jedzeniem. Akurat skończyłam jeść ostatnią kanapkę, gdy usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Julia poszła otworzyć.
- Cześć. - powiedzieli chórkiem, co mnie lekko rozśmieszyło. Zaraz, zaraz czy tam stoi Harry? Patrzył się na mnie.
- No hej. - odpowiedziałyśmy, a ja spiorunowałam wzrokiem Hazze. Od razu spojrzał się gdzie indziej. Wymieniłyśmy z siostrą porozumiewawcze spojrzenia.
- Oh Zayn, jakie Ty masz piękne okulary. Mogę zobaczyć? - zdziwiony nie wiedział co odpowiedzieć. Podał mi okulary.
- I jak wyglądam? - spytałam przymierzając je.
- Pasują Ci. - odpowiedział Lou a reszta przytaknęła.
- Serio? To mogę je sobie wziąć? - zapytałam.
- Skoro Ci się podobają to są Twoje. - powiedział Zayn.
- Tylko wiesz co? - spojrzałam na Julię. - Mógłbyś mi się na nich podpisać? Bo wiesz, koleżanki z Polski nie uwierzą mi że ja Amelia Malinowska weszłam w posiadanie okularów słynnego Zayna Malika. - powiedziałam. Nie wiedzieli co powiedzieć. Zatkało ich. Mieli zajebiste miny hahah. Moja siostra puściła mi oczko. No to ich mamy.
- Aa ale skąd Wy o tym wiecie? - wyjąkał Liam. - Skąd wiecie, że my no ten no jesteśmy jakby sławni?
- A co myśleliście, że się nie dowiemy?- spytała Julia. - Gratuluję rozumów. Wystarczy tylko włączyć tv. Zamierzaliście nam o tym w ogóle powiedzieć? Czy dalej to ukrywać? Nawet nie wiem po co to ukrywaliście, no ale trudno.
- My chcieliśmy Wam powiedzieć. I to nawet dzisiaj. - odpowiedział zakłopotany Lou.
- A nie mogliście tak od razu? - spytałam. - Wiesz jakie to było dla nas zaskoczenie, jak włączamy tv, a tam jakiś Wasz teledysk leci?
- Po prostu, my się baliśmy, że zaczniecie się zachowywać jak inne dziewczyny. Tak fajnie nam się rozmawiało. Dawno nie spotkaliśmy dziewczyn, które by nas nie znały. Zrozumcie, że chcieliśmy normalnie z kimś porozmawiać. Jak równy z równym. Chcieliśmy żebyście nas polubiły jako nas, zwyczajnych chłopaków, nie tych sławnych. - tłumaczył się Zayn. - Przepraszamy, nie chcieliśmy Was okłamać.
- Czekaj, czekaj. Jak równy z równym powiadasz? - powiedziała Julia i tu spojrzała w tej chwili na Hazzę.
- No właśnie, ja tu przyszedłem żeby Was przeprosić. Miałem zły dzień, wiem że to mnie nie usprawiedliwia. Nie chciałem się wywyższać. Wiem, że zachowałem się jak palant. Ale, czy możemy zacząć od nowa? Nie chcę się z Wami kłócić. Proszę. - spojrzał na mnie i na moją siostrę. Wymieniłyśmy spojrzenia. Kiwnęłam głową.
- Niech Ci będzie, ale pamiętaj że my jesteśmy pamiętliwe. Robimy wyjątek, gdyż nie chcemy mieć wrogów. Dopiero co przyjechałyśmy, a tak poza tym to jesteście naszymi sąsiadami. A i Wam też wybaczamy, ale żeby to był ostatni raz gdy nas okłamujecie. - powiedziała Julia. - A teraz chodźmy gdzieś. Nie mamy całego dnia.
- Jak to nie? Wybieracie się gdzieś? - ciągnął temat Niall.
- Idziemy do jakiegoś klubu. Chcecie to chodźcie z nami. - powiedziałam. W głębi serca miałam nadzieję, że się zgodzą. Ah ten Zayn, czego to on z ludźmi nie robi. Te jego oczka..
- Z chęcią pójdziemy. A na razie chodźmy na miasto. Pozwiedzamy, lepiej się poznamy. - odpowiedział Liam. Zayn się tylko do mnie uśmiechnął. Zamknęłam drzwi i wyszliśmy.




Mam nadzieję, że się podoba ;p Umówmy się tak. Jeżeli chcecie nowy rozdział to musi być min. 5 komentarzy. :D Ps. Jakby co to mam 6 roz. już napisany, więc będą komentarze to i będzie dodany.