sobota, 7 kwietnia 2012

Info

UWAGA! ZAWIESZAM BLOGA
Pomimo tego, iż mam napisany prawie cały następny rozdział, to i tak zawieszam. Nie wiem na jak długo. 
Muszę przyznać, że po paru rozdziałach przestał mi się podobać. Nie przekazałam w nim tego, co chciałam przekazać. Rozpoczęłam pisać NOWE OPOWIADANIE. Zupełnie inne niż wszystkie. Chcę pokazać życie z zupełnie innej strony. Nie na bogato, że tak powiem. ZAPRASZAM DO CZYTANIA
http://im-a-thief.blogspot.com/

niedziela, 25 marca 2012

Rozdział 10

*perspektywa Zayna*

Chyba pierwszy raz w życiu nie mogłem spać. Wstałem jak nigdy przed 8 rano. Śniła mi się moja była dziewczyna Victoria. Wypowiadała w kółko te same słowa: '' Nie dopuść, żeby ona też przez Ciebie odeszła.'' Znaliśmy się od dziecka. Zawsze ją kochałem. Pamiętam, gdy w wieku trzynastu lat spytałem ją czy chce ze mną być. Odpowiedziała bez najmniejszego wahania. Wtedy nie widziałem nic poza nią. Była całym moim światem. Lecz popełniłem jak zwykle jakiś błąd. Dwa lata temu byliśmy razem na imprezie. Ja za dużo wypiłem, nie panowałem nad sobą. Podszedłem do jakiejś innej laski i ni stąd ni zowąd zacząłem ją całować. Niestety Victoria to widziała. Wybiegła z klubu, gdy to zobaczyłem wybiegłem za nią, o ile można to było nazwać biegiem. Starałem się ją dogonić, wiedziałem że ją zraniłem, że ona jest bardzo wrażliwa. Uciekła gdzieś w jakąś boczną uliczkę. Nie mogłem jej znaleźć. Poszedłem do domu, gdyż stwierdziłem że po pijaku i tak niczego nie zdziałam. Wytłumaczę jej wszystko na następny dzień. Lecz nie było mi to dane. Nie dostałem drugiej szansy. Nie zdążyłem jej przeprosić. To wszystko przeze mnie. Ona miała tylko mnie, nie miała nikogo innego. Była sama, a ja tak bardzo ją skrzywdziłem. Inna dziewczyna być może by mi to wybaczyła, zlałaby na to. Tylko, że ona była wyjątkowa. Zraniłem ją i nigdy sobie tego nie wybaczę. Pamiętam ten dzień jakby to było dzisiaj.

Wstałem rano, miałem niezłego kaca, ale o dziwo wszystko pamiętałem. Wziąłem w dłoń telefon i zadzwoniłem do niej. Nie odbierała. Nie dawałem za wygraną. Za siódmym razem stwierdziłem, że muszę pojechać do niej i ją przeprosić.Ogarnąłem się dość szybko i wyszedłem. Po drodze wstąpiłem do kwiaciarni, kupiłem bukiet jej ulubionych białych lilii. Będąc pod jej domem, myślałem nad tym co jej powiedzieć. Czy mi wybaczy, nie widziałem poza nią świata. Pukałem, lecz nie otwierała. Drzwi na szczęście były otwarte. Rozejrzałem się po domu, na dole jej nie było. Zapewne jest u siebie na górze. Wszedłem po schodach i skierowałem się w stronę drugich od lewej strony drzwi. Zapukałem i nie słysząc odpowiedzi wszedłem do środka. To co tam zobaczyłem wstrząsnęło mną. Pod ścianą leżała cała sina Victoria. Obok niej były porozsypywane najróżniejsze tabletki i pusta butelka po winie. W ręce trzymała kartkę. Ona, ona nie żyła. Zalałem się łzami. Ukucnąłem obok niej i wyciągnąłem z dłoni kartkę. Przeczytałem na głos, mimo że głos mi się łamał. ''Byłeś dla mnie wszystkim. Kochałam Cię, a Ty mnie skrzywdziłeś. To Tobie zawsze powierzałam swoje tajemnice. Wiedziałeś o mnie wszystko. Wiedziałeś to, że nie zniosę czegoś takiego, że nie zniosę straty kolejnej ważnej dla mnie osoby. Myślałam, że jesteś inny. Byłam Tobie i Twojej rodzinie bardzo wdzięczna za to, że zaopiekowała się mną po odejściu moich najbliższych. Darzyłam Cię ogromny zaufaniem. Nigdy mnie nie skrzywdziłeś, zawsze wspierałeś, aż do teraz. Przepraszam Cię za to, że nie mogę przejść obok tego obojętnie. Możesz sobie myśleć, że to tylko głupi nic nie znaczący pocałunek, ale dla mnie to był ogromny cios w serce. Żegnaj Zayn. I pamiętaj o tym, że nigdy nie przestane Cię kochać. Twoja na zawsze, Victoria."


Długo nie mogłem się wyzbierać po śmierci Victorii. Dopiero, gdy poszedłem do x factora i poznałem chłopaków moje życie się odmieniło. Owszem, nadal siebie winiłem za to co jej zrobiłem. Za to, że przeze mnie odeszła. Od tamtego momentu dziewczyny omijałem szerokim łukiem. Nie dopuszczałem żadnej do siebie, ponieważ nie chciałem jej skrzywdzić. Niestety, albo stety się zakochałem. Mam nadzieję, że nie będzie to powtórka z rozrywki, że nie skrzywdzę nigdy Amelii. Nie darowałbym sobie tego. Ciągnie mnie do niej cholernie, nie potrafię chyba zostawić jej w spokoju, przejść obok niej i nie spojrzeć jej w oczy. W końcu minęły dwa lata, zmieniłem się. Moje rozmyślenia jak zwykle ktoś musiał przerwać. Nawet nie wiedziałem, że spędziłem tak dużo czasu na wspominaniu dawnych czasów. W drzwiach stał Niall.
- Ogarnij się chłopie, za 10minut musimy jechać na próbę. Zapomniałeś? - powiedział Niall.
- Już, już. Zaraz zejdę. - odpowiedziałem i skierowałem się do łazienki. Po drodze wziąłem jakieś ciuchy. Ogarnąłem się dość szybko. Jeszcze tego mi brakowało, by wkurzony Paul darł się znowu za to, że się spóźniliśmy. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy. Dobrze, że nie było korków. Po 15 minutach wpadliśmy na salę prób.
- No, no jestem pod wrażeniem. Chyba pierwszy raz się nie spóźniliście. Gratuluję. - powiedział nasz manager.
- To Zayn pierwszy raz nie stał 2 godzin w łazience. - zaśmiał się Lou.
- Dobra do roboty! Pracy dużo, a czasu mało. Koniec gadania, lepiej zacznijcie ćwiczyć układ. - rzekł Paul.
Próba była dzisiaj dla mnie strasznie męcząca. Co chwilę ktoś się na mnie darł, że robię coś nie tak. Nie moja wina, że nie mogłem się skupić. Na szczęście moja męka skończyła się po niecałych trzech godzinach.
- Macie już wolne na dzisiaj. Zayn mam nadzieję, że jutro będziesz bardziej obecny, bo jak nie to będziesz tu siedział dwa razy tyle co pozostali. - truł Paul.
- Dobrze, postaram się. Do widzenia. - odpowiedziałem i wyszedłem za innymi.
- To gdzie teraz idziemy? - spytał Harry.
- Proponuję Nandos, albo inne miejsce gdzie mogę zjeść. Umieram z głodu.
- Oh Niall, Ty jak zwykle jesteś głodny. Dobra to idziemy do KFC bo mamy blisko. - powiedziałem.
- Ja odpadam, umówiłem się z Danielle. Do zobaczenia wieczorem. - powiedział Liam. Nie zdążyliśmy nawet odpowiedzieć, gdyż już zniknął za rogiem. My poszliśmy nakarmić naszego blondaska. Jak zwykle, nie obeszło się bez napadów fanek. Porozdawaliśmy autografy, porobiliśmy fotki i byliśmy wreszcie wolni. Zamówiliśmy sobie jedzenie i usiedliśmy gdzieś w kącie. Chłopaki pytali się mnie, czemu jestem dzisiaj jakiś taki nie obecny. Powiedziałem tylko, że nie mogłem spać. Tak na prawdę o tym wszystkim co się wydarzyło wiedział tylko Niall. To z nim najlepiej się dogadywałem. Oczywiście pozostali też są moimi przyjaciółmi i kocham ich jak braci, lecz to właśnie blondyn sprawił, że udało mi się przed nim otworzyć i opowiedziałem mu to wszystko. Gdy zjedliśmy to skierowaliśmy się w stronę samochodu, by móc pojechać do domu.
- Macie jakieś plany na wieczór? Bo ja bym z chęcią poszedł gdzieś na miasto. - powiedział Harry.
- Czemu nie. Możemy iść. - rzekł Niall.
- Ja niestety z Wami dzisiaj nigdzie nie idę. Wychodzę zaraz z domu. - odpowiedziałem.
- O, a z kim? - dopytywał Hazza.
- Oj Harry, idzie się domyślić, że z Amelią. Mam rację? - zapytał Lou. Pokiwałem tylko głową.
- Idę na górę poprawić fryzurę i zaraz wychodzę. Nie czekajcie na mnie. - powiedziałem. Stanąłem przed wielkim lustrem u siebie w pokoju i spojrzałem na swoje odbicie. Stwierdziłem, że się przebiorę. Ubrałem biały, dopasowany t-shirt a na to założyłem skórzaną kurtkę. Dopasowałem sobie jeszcze do tego spodnie i buty. Wziąłem portfel i komórkę z biurka. Włosy doprawiłem jeszcze żelem, żeby się dobrze trzymały i wyszedłem z domu. Przebiegłem przez ulicę i zapukałem do domu dziewczyn.


Od razu przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam. Po prostu miałam mało czasu na napisanie czegokolwiek. Chciałam, abyście w tym rozdziale poznali trochę przeszłość Zayna. A co do Paula to nie jestem pewna czy tak się nazywa manager chłopców.Inni mówią, że Paul to ich ochroniarz, inni że to manager. Postanowiłam, że w moim opowiadaniu Paul będzie odgrywał rolę managera.

sobota, 17 marca 2012

Rozdział 9

*perspektywa Julii*

Dwa ostatnie dni minęły nam bardzo szybko. Przedwczoraj po południu wpadli chłopacy, nic specjalnego nie robiliśmy, bo mnie męczył niezły kac. Następnego dnia oni od samego rana mieli próby, więc wraz z Amelią poszłyśmy na zakupy. Kupiłyśmy sobie parę rzeczy i oczywiście uzupełniłyśmy lodówkę żarciem, bo się kończyło. Dzisiaj umówiliśmy się, że to my pójdziemy do nich. Musimy im powiedzieć o przyjeździe naszej przyjaciółki. Oby tylko się na nią nie rzucili wszyscy. Nie powiem, jest bardzo ładna i co najważniejsze nie ma chłopaka. Spędzimy z nią całe dwa tygodnie. Nie wiem czy się cieszyć, że to aż dwa tygodnie czy płakać że tylko dwa. Ale jakby pomyśleć, że mogłaby w ogóle nie przyjechać, to cieszę się że będzie z nami chociaż tyle. Dobre i to. Jest już 13, pora się do nich zbierać.
- Dobra wychodzimy! - zawołałam siostrę, która siedziała przed telewizorem i oglądała jakieś gówno. Wstała, ubrała buty i wyszłyśmy.
- Kurde, czy oni muszą tak daleko mieszkać? Nogi mnie już bolą. - truła Amelia.
- Tak, naprawdę daleko mieszkają. - przeszłyśmy przez ulicę i zapukałyśmy do drzwi. Otworzył nam nagi Harry.
- Jezu człowieku, gaci nie masz? - zapytałam zasłaniając oczy.
- Przeszkadza Ci to, że dałem trochę luzu mojej Hazzacondzie?
- Haroldzie, natychmiast zakładaj gacie. - wydarł się poważnym głosem Liam. Ah ten tatuś. Przywitałyśmy się ze wszystkimi i usiedliśmy razem w salonie.
- Mamy dla Was dobrą wiadomość, chyba. - zaczęła Amelia.
- Jaką? Zamówiłyście mi pizze? - dopytywał się Niall. Trzepnęłam go w głowę.
- Ogarnij się trochę. Mianowicie przyjeżdża pojutrze do nas ważna osoba. - mówiłam.
- Kto taki? - zadał pytanie Zayn.
- Nasza przyjaciółka Angelika. Macie się zachowywać w miarę przyzwoicie. - powiedziała Amelia.
- A i tak myślałyśmy nad tym żeby zrobić jakąś imprezę powitalną czy coś. - dopowiedziałam. Chłopacy spojrzeli tylko na siebie i chórem wykrzyknęli.
- PARTY HARD!
- No coś w tym rodzaju. -zaśmiałam się. - To co wy na to? Pomożecie?
- Pomożemy. - powiedział Liam.
- No to cieszę się bardzo. - powiedziałam. Zaczęliśmy rozmawiać o Angelice. Opowiadałyśmy, że jest w tym samym wieku co Amelia, że mieszkała obok nas. Poinformowaliśmy ich również, że pomimo tego, że wydaje się być bardzo dziewczęca to trenuje boks, więc mają powód do tego, by się jej bać. Lepiej mają z nią nie zadzierać i jej nie wkurwiać, bo to może się dla nich źle skończyć. Nie powiem, przestraszyli się trochę. Niall aż tak bardzo, że musieliśmy go uspokajać. Wiadomo czym go można go uspokoić. Jedzeniem! Postanowiliśmy zamówić chińskie żarcie. Nie chciało nam się robić obiadu. Zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę! To do mnie! - wydarł się Niall. Pobiegł do drzwi i odebrał jedzenie. Usiadł w kuchni przy stole i zaczął odpakowywać zamówienie.
- Zaraz, zaraz. - powiedziałam. - To jest też dla nas, a nie tylko dla Ciebie Kochanie.
- No dobra, macie. - podsunął nam pare pudełeczek. Gdy skończyliśmy jeść, wszyscy rzuciliśmy się na kanapę. Nikomu się nie chciało nigdzie dupy ruszyć. Chłopacy włączyli jakąś tam komedię, która okazała się być komedią romantyczną. Niech tam będzie, mi tam obojętnie. Akurat jakiś tam Jake miał iść do swojej laski, gdy nagle Zayn wstał i powiedział, że zaraz wraca.

* perspektywa Amelii*

Zayn idzie chyba na taras. Kurde, dawno z nim nie gadałam.
- Idę do wc. - powiedziałam i wstałam. Poszłam na taras.
- Hej, mogę posiedzieć z Tobą? - spytałam jak jakaś kretynka, no ale trudno się mówi.
- Pewnie. Nie będzie Ci przeszkadzać jak zapalę sobie?
- Nie. Jestem przyzwyczajona do tego. - odpowiedziałam. Nagle wróciły wspomnienia, gdy to mój tata palił.
- Palisz? - zapytał.
- Nie, ale mój tata palił. - powiedziałam krótko. - Długo palisz?
- Od szesnastego roku życia. Próbuję to cholerstwo rzucić, ale jakoś nie mogę. Wiesz tak sobie pomyślałem, że może chciałabyś jutro gdzieś ze mną wyskoczyć?
- Z chęcią, a gdzie? - zapytałam z uśmiechem.
- Kino, restauracja, spacer, wesołe miasteczko? Gdzie chcesz?
- No to może niech będzie kino, a potem spacer? Co Ty na to? - spytałam. Aww wreszcie idę z nim gdzieś. Już myślałam, że nigdy do tego nie dojdzie. Julia z Lou a ja jak zwykle sama. Ale jak widać i mi się poszczęściło choć raz w życiu. Zayn to świetny chłopak.
- Pasuje. To przyjdę po Ciebie o 16. Ok?
- Tylko się nie spóźnij. Bo się wkurzę. - pokazałam mu język i się zaśmiałam. Zayn dopalił papierosa i postanowiliśmy wrócić do reszty.
- O już myślałam, że się w tym kiblu utopiłaś. - zaśmiała się Julia. - O ile w ogóle w nim byłaś. - powiedziała i spojrzała na Zayna. Ja spaliłam cegłę i usiadłam w fotelu. Chłopacy rozwalili się na kanapie, że Zayn nie miał gdzie usiąść.
- Masz tam fotel. Weź Amelię na kolana i po problemie. - powiedział rozbawiony Harry. Wredota z niego i tyle. Zayn spojrzał na mnie pytająco. Wstałam, on usiadł, a ja wwaliłam mu się na kolana.
- Tylko, że ja do lekkich nie należę. - zarumieniłam się trochę.
- Żartujesz sobie? Jesteś lekka jak piórko. - uśmiechnął się Zayn. Oparłam głowę na jego ramieniu, on mnie objął i tak siedzieliśmy do końca filmu. Co jakiś czas Julia z chłopakami patrzyli się na nas i uśmiechali. Debile z nich, no ale za to bardzo kochani. Po skończonym filmie ja wraz z Julią udałyśmy się do domu. Musiałyśmy ogarnąć trochę dom, bo jutro zapewne nie będziemy miały czasu.






Rozdział jakiś taki krótki i nijaki. Przepraszam za to, ale miałam trochę mało czasu w tym tygodniu. Wiecie, szkoła i takie tam. Następny w związku z tą randką Am i Zayna będzie dość interesujący. No i jak zauważyliście, wprowadzam nową bohaterkę Angelikę (nadałam jej takie imię, bo w komentarzu była prośba o to). Powiem tyle, że ta dziewczyna bardzo namiesza w karierze oraz życiu prywatnym chłopaków z 1D oraz dziewczynom.Dłuższy opis o niej znajdziecie w zakładce BOHATEROWIE. Dziękuję za wszystkie komentarze i w ogóle. ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ MOJEJ PRZYJACIÓŁCE KLAUDII <3 KTÓRA MA DZISIAJ URODZINY. Wszystkiego najlepszego skarbie:**

poniedziałek, 12 marca 2012

Rozdział 8

*perspektywa Amelii*
Obudziłam się. Otworzyłam powoli oczy. Chciałam się podnieść, ale nie mogłam przez  Zayna obejmującego mnie w pasie. Spojrzałam na niego. Jak on słodko spał. Zerknęłam na zegar wiszący na ścianie. Była godzina 11. Kurde nie chcę go obudzić, ale muszę do kibla. Zaraz się zsikam. Próbowałam odsunąć jego rękę, ale nie mogłam.
- Zayn, wstawaj. - szturchnęłam go lekko. Ten nawet nie drgnął. - Zayn, słyszysz? Obudź się! Nadal nic, no kurde. Co z nim jest. Zaraz się posikam, a tego bym nie chciała.
- Zayn, prooszę puść mnie! - gadałam dalej. On tylko wzmocnił uścisk. - ZAYN! - krzyknęłam.
- Hmm? - wymruczał.
- Muszę wstać. - powiedziałam.
- Ehem, śpijmy dalej. - wydukał. Nawet oczu nie otworzył.
- Zayn! Ja się zaraz posikam! - krzyczałam.
- Co?! - wybudził się. - Co się stało?
- Zsikam się, puść mnie!
- Przepraszam. - powiedział i zabrał rękę. Ja się zerwałam z łóżka jak oparzona. Pobiegłam do toalety. Jejku chyba sikałam z 5 minut. Masakra. Wróciłam do pokoju. Zayn leżał w łóżku, ale tym razem miał otwarte oczy i chyba kontaktował.
- Ulżyło? - zaśmiał się.
- A żebyś wiedział, że tak. Śpisz jak zabity. Już się zaczęłam o Ciebie bać. - powiedziałam z uśmiechem.
- Bałaś się o mnie? To takie słodkie.
- Teraz to mam ochotę Cię zabić! Jak będę mieć kamienie na nerkach to to będzie Twoja wina. - rzuciłam się na niego i zaczęłam go okładać poduszką. On nie pozostawał mi dłużny.
- Ja Ci pokażę. - zaczął mnie łaskotać.
- Przestań! Zayn! - wyrywałam mu się.
- Najpierw cofnij to co powiedziałaś.
- Że się o Ciebie martwiłam? No dobra, nie martwiłam się! - krzyknęłam pomiędzy fazami śmiechu.
- Nie to! To z tym zabiciem. - podpowiedział. Łaskotał mnie jeszcze bardziej.
- Hahaha, nie! - wykrzyczałam. - Nie zrobię tego.
- W takim razie ja zrobię to! - powiedział i podniósł mnie. Przerzucił sobie mnie przez  ramię. Waliłam go pięściami w plecy. Oczywiście tak, żeby zabolało, ale nic wielkiego mu się nie stało.
- Co Ty robisz?! Gdzie Ty idziesz! - darłam się na cały dom. Zniósł mnie ze schodów. Przechodziliśmy przez salon. Liam się obudził i nie wiedział co się dzieje.
- Liam! Pomóż mi! - darłam się.
- Nie pomagaj jej. Zasłużyła sobie. - powiedział Zayn. Liam tylko się zaśmiał, obudził Nialla i Hazze i patrzyli na nas. Zayn kierował się w stronę basenu. O Boże wszystko tylko nie to pomyślałam. Podszedł i mnie wrzucił. Zaczął się śmiać.
- Ja nie umiem pływać!
- Co?! - aż mu gały wyszły na wierzch. Wskoczył mi na pomoc. Podpłynął bliżej, a ja zaczęłam go podtapiać. - Nie umiesz pływać? Kłamczucha.  Było nam zimno, postanowiliśmy wyjść. Zayn wyszedł pierwszy i podał mi rękę.
- Tylko bez żadnych numerów, bo coś Ci zrobię. Obiecuję. - powiedziałam i złapałam jego dłoń. Podciągnął mnie do góry i pomógł wyjść. Weszliśmy do domu cali mokrzy. W salonie byli już wszyscy. Gdy nas zobaczyli to nie mogli przestać się śmiać. Ja tylko wkurzona na nich popatrzyłam i weszłam na górę. Zayn poszedł za mną. Zamknęłam mu drzwi przed nosem. Mało co w nie nie wpadł. Otworzył je sobie i wszedł. Spiorunowałam go wzrokiem. Podchodził do mnie. Był coraz bliżej. Rozkładał ramiona.
- No chodź się przytulić tak na przeprosiny. I tak jesteś mokra tak jak ja. - powiedział. Podeszłam i się wtuliłam. Co mi szkodzi. Objął mnie, jaki on umięśniony. Kurde, chłopak idealny, chyba. Staliśmy i staliśmy. Żadne z nas nie chciało się puścić. Drzwi się otworzyły i wpadła Julia. Zobaczyła nas, powiedziała że śniadanie na stole i poszła.
- Dobra, idę się w coś przebrać. - kapnęłam się, że nadal mam ciuchy z wczoraj. Wzięłam bieliznę, biała bokserkę i szare spodnie dresowe i poszłam do łazienki. Po chwili wyszłam. Zeszłam na dół i usiadłam przy stole.
- Harry zrobił Twoje ulubione naleśniki. - powiedziała Julia.
- Oo dziękuję. - podeszłam i go uściskałam. Zaczęłam jeść. Niall jadł chyba siódmego naleśnika. Gdzie on to wszystko mieścił to ja nie wiem. Gdy wszyscy już zjedli, to odezwał się Liam.
- Co dzisiaj robimy?
- Mi tam obojętnie. - odpowiedziałam.
- Ja się nie czuję zbyt dobrze. - powiedziała Julia. - Wolałabym zostać w domu.
- Kac morderca? - zaśmiał się Harry.
- No to może po południu wpadniemy do Was? - spytał Louis.
- Czemu nie. Wpadajcie kiedy chcecie. Bynajmniej przez najbliższy miesiąc. - powiedziałam.
- No to my będziemy się zbierać. - oznajmił Niall. Wychodząc uściskali każdą z nas. Lou podszedł do Julii i ją pocałował.
- Uuu czyżby coś między Wami było? - spytał Harry.
- Może, może. - rzekła tajemniczo Julia. Zayn podszedł do mnie, pocałował w policzek i wyszeptał przepraszam. Uśmiechnęłam się do niego. Wyszli od nas i poszli do siebie. Ja postanowiłam wyciągnąć informacje od Julii.
- Opowiadaj co się wczoraj działo.
- No tańczyliśmy, piliśmy, śmialiśmy się. Było zajebiście. W pewnym momencie powiedział, że mu się podobam. Pocałował mnie, czaisz? Pocałował. Ja mu się podobam! - zaczęła piszczeć.
- Mówiłam Ci! I co jesteście razem?
- No w sumie to nie wiem. Nawet nie pamiętam co się potem działo. Za dużo wypiłam. Obudziłam się rano z nim w jednym łóżku, ale chyba nic się nie wydarzyło. No i pytała się, co wczoraj mniej wiecej się potem działo. Powiedziałam, że nic nie pamiętam. Ale on tylko się śmiał i nie chciał powiedzieć. - wydusiła z siebie. - Co ja takiego robiłam bądź mówiłam?
- Hahaha. Wiem tylko tyle, że w samochodzie gadałaś o kwiatach doniczkowych. Potem coś, że rzygać Ci się chce. Że zjadłabyś schabowe i coś tam potem mówiłaś do loczków Harrego.  - nie mogłam powstrzymać śmiechu. Jak przypomniałam sobie jej minę, gdy o tym mówiła to hhahaa to było bezcenne.
- O kurde, trzeba było strzelić mi w ryj. - poradziła.
- Następnym razem tak zrobię. - odpowiedziałam i ją przytuliłam. - Co robimy?
- Pogadajmy przez skype ze znajomymi z Polski. Obiecaliśmy im to przecież.
- No ok. - powiedziałam. Zadzwoniłyśmy do paru osób w tym do naszej najlepszej przyjaciółki Angeliki. Opowiadałyśmy co tam u nas, potem co u nich. Rozmawialiśmy przez dobre dwie godziny. Potem się rozłączyli. Została tylko Angela. Oznajmiła nam, że przyjedzie do Londynu za cztery dni.
- Co?! - krzyknęłyśmy z Julią jednocześnie.
- Cieszycie się? - zapytała.
- Jeszcze się pytasz? Pewnie, że tak. Mieszkasz u nas, mamy na miesiąc wolną chatę. - powiedziała Julia. Zgodziła się. Powiedziała, że napisze o której mamy ją odebrać. Musiała już kończyć gadać, bo rodzice się czepiali, że ma iść do sklepu czy coś. Pożegnałyśmy się.
- Musimy zrobić jakieś party hard z okazji jej przyjazdu. - powiedziała Julia.
- No pewnie, że tak. Dogadamy to z chłopakami jak do nas przyjdą. A teraz daj mi spokój, zamierzam poczytać książkę. - powiedziałam i wywaliłam ją z pokoju. Usiadłam na łóżku, wzięłam jakieś romansidło i zaczęłam czytać...

Jest i 8 rozdział. Dziękuję za komentarze i za to, że w ogóle to czytacie. :***

środa, 7 marca 2012

Rozdział 7

*perspektywa Julii*

Lou dopiero co wyszedł, a już za nim tęsknię. Chyba muszę sie komuś wygadać ze wszystkiego, bo umrę. Poszłam do pokoju Amelii.
- Ej, bo wiesz...ja wiem, że ja ... no wiesz... - zaczęłam. Nie wiedziałam od czego zacząć. Nie lubię się przyznawać do swoich uczuć. Lubię jak ludzie postrzegają mnie za tą złą. No, ale Am mogę powiedzieć wszystko.
- No właśnie nie wiem? - zaśmiała się.
- Eh, bo mi podoba się Louis! - wykrzyknęłam. Ona tylko pociągnęła mnie na łóżko i zaczęła tulić.
- Wiedziałam! To widać! Z resztą każdy to widzi, nie tylko ja. - mówiła.
- Serio? Jezu. - wymruczałam.
- No lepiej opowiadaj co się wydarzyło jak my wtedy pojechaliśmy się przejechać London Eye. Jak wróciliśmy to byłaś taka w skowronkach.
- No wiesz...
- Wyduś to z siebie! Wiem, że nie lubisz mówić o uczuciach, no ale bez przesady. Zaraz zawału tu dostaniesz. - wystawiła mi język i nieźle się śmiała.
- W sumie to tylko rozmawialiśmy. Ale on mi się tak bardzo podoba, ja go tak bardzo lubię. Chyba się zakochałam. Tylko nie wiem, czy on też mnie tak lubi. - wydusiłam z siebie. Oparłam głowę o jej ramię.
- Podobasz mu się, chłopaki też tak mówią. Co jak co, ale oni go znają najlepiej. - jej słowa podniosły mnie na duchu.
- Masz rację, podobam mu się. Muszę zacząć z nim spędzać więcej czasu. Jest dla mnie ważny, nie oddam go żadnej jego fance. - zaśmiałyśmy się.
- Wstawaj, musimy się wyszykować. Musisz wyglądać zajebiście. Z resztą ja też. - pociągnęła mnie w stronę szafy. Ona przebrała się w to a ja założyłam to . Uporczywie namawiała mnie na jakąś sukienkę albo spudniczkę, ale ja nie lubię nosić takich rzeczy. Lepiej się czuję w spodniach. Z tego co pamiętam ostatnio założyłam spódniczkę jak byłam jeszcze w podstawówce. To było coś okropnego. Taka wredna małpa Anka podeszła i opuściła mi ją na sam dół. Wszyscy pokładali się ze śmiechu. Potem wyśmiewali mnie, że noszę majtki w misie. Wyrosłam z takiego typu bielizny, ale traume mam nadal. Może kiedyś się przełamię, kiedyś.

*perspektywa Amelii*

Ale uparte z niej stworzenie. Ona nadal przeżywa tą sytuację z podstawówki. No bez przesady! Nie ten wiek, nic by jej się nie stało. Zobaczycie, jeszcze kiedyś zrobię tak, że pochowam jej wszystkie spodnie. Nie będzie miała wyboru. A co do wyglądu, umalowałyśmy się mocniej niż zazywczaj. Obie rozpuściłyśmy włosy. Tylko, że ja miałam kręcone, a ona proste. Chłopacy mieli przyjść po nas o 19 o ile dobrze pamiętam. Zostało nam jeszcze 15 minut. Ostatnie poprawki. Musnęłam usta ostatni raz truskawkowym błyszczykiem. Schowałam najpotrzebniejsze rzeczy do torebki i byłam gotowa. Julia tak samo. Czekałyśmy i czekałyśmy. Usłyszałyśmy dzwonek.
- Ja otworzę! - krzyknęłyśmy jednocześnie. Zaśmiałyśmy się i poszłyśmy razem otworzyć drzwi.
- Uuu jak ślicznie wyglądacie. - powiedział z uśmiechem Harry. Coraz bardziej go lubię. Już praktycznie zapomniałam o tych nieprzyjemnych sytuacjach. Ale się do tego nie przyznam, niech myśli że nadal mam jakiegoś focha czy coś.
- Gotowe? Możemy iść? - zapytał Liam. Pokiwałyśmy głowami, zamknęłysmy dom i poszliśmy do ich samochodu. Samochód był 7 osobowy, w sam raz.
- Kto prowadzi? - zapytał Lou.
- Ja mogę! - krzyknęłam.
- Nie dawajcie jej prowadzić! - uprzedziła ich Julia. - Ostatnio wjechała w jakiś płot!
- No to niestety, Harry prowadzisz! - zwrócił się do Haregoo Lou. Ja tylko popatrzyłam z miną zbitego psa.
- To było dawno i nie wjechałam, tylko lekko się obtarłam. - wytłumaczyłam. Widziałam tylko jak Julia szepcze coś chłopakom, a oni się śmieją. Zabiję ją jak wrócimy do domu! Wsiedliśmy. Harry prowadził, obok niego siedział Liam. Ja siedziałam obok Zayna i Nialla, Julia obok Louisa. Jechaliśmy i nie mogliśmy dojechać.
- Daleko jeszcze? - spytałam.
- Jedziemy dopiero 5 minut. - powiedział Zayn.
- Mi się wydaje, jakbyśmy jechali wieczność. - wyjęczałam.
- Uważajcie, może puścić pawia. - zaśmiała się Julia. - Jak była mała to miała chorobę lokomocyjną.
- Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz? Może chcesz usiąść przy oknie? - pytał zmartwiony Zayn. Oh jaki on słodki.
- O Boże. Tylko nie na mnie. - powiedział Niall.
- No właśnie, jak byłam mała! Wyrosłam z tego.- powiedziałam zawstydzona. - Pożałujesz w domu. - wyszeptałam do niej, ale i tak wszyscy to słyszeli.
- Uważaj mała. - powiedział do Julii Liam. Dalej jechaliśmy w ciszy. Zayn co chwilę na mnie spoglądał. Przecież się nie porzygam, bez przesady. W końcu dojechaliśmy na miejsce. Chłopacy mieli jakieś układy z ochroniarzem. Wpuścił nas bez kolejki. Jak się domyślałam, szliśmy w kierunku miejsc dla vipów.
- I jak się podoba? To najlepszy klub w Londynie. - powiedział Lou.
- Jest zajebiście. - odpowiedziałyśmy razem i znów się zaśmiałyśmy. Usiedliśmy przy stolikach. Louis skoczył po jakieś drinki. Rozmawialiśmy w sumie o niczym. Taka tam bezsensowna wymiana zdań. Boo Bear wrócił. Postawił przede mną szklankę z czymś tam.
- Ee ja mówiłam, że nie piję. - powiedziałam i odstawiłam szklankę w stronę Harrego.
- A to czemu? - pytał Niall.
- Bo tak, umiem się bawić i bez tego. - odpowiedziałam.
- No to widzę, że wreszcie nie tylko ja będę jedyną trzeźwą osobą w tym towarzystwie. - powiedział Liam. - Też nie piję, bo nie mogę. Ale to długa historia. Z tego co zauważyłam w ciągu najbliższej godziny Harry zdążył wypić trzy drinki, Lou dwa tak samo Zayn, Niall i Julia po jednym. I tak mogę się założyć, że jeszcze z dwa i Julia już będzie trochę zakręcona. Wystarczy, że trochę wypije, a już nad sobą nie panuje. Ma dziewczyna słabą główkę. Rozmawialiśmy o ich zespole. Opowidali nam jak to te ich fanki są czasami wkurzające. I ogólnie, jak to się wszystko zaczęło. Że byli w xfactor i tam złączyli ich w jeden zespół. Po paru minutach kapnęłam się, że Julia, Lou i Harry się ulotnili. Louis z moją siostrą szaleli na parkiecie. Harry z drinkiem w ręku podrywał jakąś laskę.
- Chyba wypadałoby spytać, czy zatańczysz? - powiedział do mnie Zayn.
- Czy ja wiem? Nie lubię tańczyć. - odpowiedziała.
- No to spadł mi kamień z serca. - rzekł, a ja tylko patrzyłam się na niego jak na kretyna. Po co pyta skoro i tak nie chciał? Z litości? Nie dzięki. - Ja wręcz nienawidzę tańczyć. - dokończył.
- Uff już myśłałam, że spytałeś z litości czy coś. - kurde powiedziałam to na głos.
- Haha, nie. Po prostu dla Ciebie już bym się poświęcił. - powiedział i się do mnie uśmiechnął. Spostrzegłam, że nikogo przy nas nie ma. A to świnie, poszli w cholerę.
- Miło to słyszeć. - powiedziała i odwzajemniłam uśmiech. Popiłam swoją colę. widzę, że Zayn nie chce się najebać zbytnio. Wypił tylko te dwa i na tym zakończył. Jeden normalny. Spojrzałam za siebie. Harry odprawiał jakieś dzikie tańce z Niallem. Julia przytulała się do Louisa. Liam chyba poszedł do kibla. Kto go tam wie.
- Mogę łyka? - zapytał. Podsunęłam mu szklankę. Oddał mi prawie pustą. Nie no spoko.
- Hahah fajny łyk. - zaznaczyłam słowo łyk.
- Zaraz pójdę po nową. - powiedział i już zaczął wstawać. Pociągnełam go za rękę, żeby siedział dalej.
- Nie trzeba. - odpowiedziałam. Uśmiechnął się i usiadł bliżej mnie. Coś często się do mnie uśmiecha. Rozmawialiśmy teraz o mnie. O moich zainteresowaniach i w ogóle.  Potem pytał się, jaki jest powód naszego przyjazdu do Londynu. Opowiedziałam mu, nie będę tego ukrywać. Pojedyncza łza poleciała mi po policzku.
- Przepraszam, nie wiedziałem. - mówił. Starł mi łzę z policzka i spojrzał w moje oczy. Przybliżył się do mnie jeszcze bardziej. Już mieliśmy się pocałować, gdy ktoś nam przeszkodził.
- Ej, musimy wracać. Julia się najebała w trzy dupy. Ledwo stoi, Harry też nie lepszy. - tłumaczył Niall.
- W porządku. Zwijajmy się. - powiedziałam. Wstałam wkurzona, kurde no ja na prawdę polubiłam Zayna. Zabraliśmy zwłoki Julii i Hazzy i zapakowaliśmy się wszyscy do samochodu. Byłam jakaś taka zmęczona. Oparłam głowę o ramię Zayna. Objął mnie lekko i zdmuchnął włosy z twarzy. Uśmiechnęłam się. Julia gadałą jakieś bzdury i kwiatach doniczkowych. Wszyscy się cała drogę z niej śmialiśmy. Wjechaliśmy na podjazd naszego domu. Lou zaniósł Julię do jej pokoju i chyba nie zamierzał z tamtąd wychodzić. Niall walnął się na fotel. Hazza i Liam rozsiedli się na kanapie. No to widzę, że nie zamierzają iść do siebie. Wczołgałam się po schodach do pokoju. Nie miałam siły się przebierać. Jebłam się na łóżko. Ktoś zapukał do drzwi. Powiedziałam ciche prosze. To był Zayn. Spytał czy nie może u mnie w pokoju posiedzieć, bo Hazza się dziwnie zachowuje i się go boi. Myślałam, że nie wyrobię ze śmiechu. Zrobiłam mu miejsce obok siebie na łóżku.
- Wiesz, wystarczy mi fotel. - powiedział. - Nie rób sobie problemu.
- Żaden problem. Właź. - odpowiedziałam. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę o jego rodzinie, o tym że tęskni za domem. Że dawno ich nie widział i tak dalej. Bardzo dobrze mi się z nim rozmawiało. Cieszyłam się, że nie był jakiś nachalny i  w ogóle. W pewnym momencie przestałam go słuchać. Zasnęłam chyba...

No to jest 7 rozdzialik. Dzięki za komentarze i wgle. Chciałam dodać wczoraj, bo dostałam smsa od koleżanki, że jest dużo komentarzy, ale miałam problemy z internetem. Czytajcie i komentujcie :**

wtorek, 6 marca 2012

Rozdział 6

*perspektywa Amelii*

Londyn to najpiękniejsze miasto jakie kiedykolwiek widziałam. Jest przeogromny. Chyba nigdy nie zczaje gdzie co jest. A najlepsze jest to, że gdyby nie chłopacy to już dawno bym była w kostnicy. Zapomniałam, że tam jest inny ruch uliczny. Pokazali nam Big Bena i Parlament. Teraz właśnie jesteśmy pod London Eye.
- Musicie się przejechać! Są zajebiste widoki. - mówił Lou. Ja z chęcią, no ale Julia ma lęk wysokości.
- Ale ja mam lęk wysokości, nie dam rady. - odpowiedziała Julia. - Poczekam na Was na dole. No idźcie, nie ucieknę.
- W takim razie ja zostane z Tobą. - powiedział Lou.
- Skoro chcesz, czemu nie. - odpowiedziała. Uśmiechnęła się ciągle do siebie. Mówię Wam, z tego coś będzie.
- Dobra, chodźmy. - powiedział Zayn. - Musisz zobaczyć London Eye w nocy, jest tak pięknie oświetlony. Wszystko tak magicznie wygląda.
- To może następnym razem wybierzemy się jakoś wieczorem.  - powiedziałam.
- A to Tamiza, tam dalej jak się przyjżysz widać  Tower Bridge przecinający rzekę. - opowiadał Zayn.
- Jak tu pięknie. Na początku myślałam, że Londyn to tylko mega zanieczyszczone miasto. A jednak ma swoje uroki. - powiedziałam. Przejażdżka się skończyła. Wysiedliśmy i rozglądaliśmy się za Julią i Lou.
- O tam są! - wskazał Niall. Podeszliśmy do nich.
- Co tam gołąbeczki? - zażartował Harry. Julia nic nie odpowiedziała tylko się lekko zarumieniła.
- Julia, od kiedy Ty się rumienisz? - zapytałam.
- Nie rumienię się, przecież wiesz. - powiedziała zawstydzona. Ja tylko pokiwałam głową i się zaśmiałam.
- Wracajmy już, musimy się przyszykować. Głodna jestem już i w ogóle. - zmieniła temat. Niall tylko zaczął zrzędzić, że też dawno nie jadł. Ta jasne, przed przejażdżką London Eye jadł kebaba. Moja siostra tak samo. No, ale im do rozumu nie przemówisz. Ciągle by jedli i jedli. Dziwię się, że nie tyją. Droga do domu zajęła nam jakoś z 40 minut.
- Wejdziecie? Zaraz zrobię jakiś obiad, czy coś. - powiedziała Julia.
- A z chęcią. - odpowiedzieli i weszli z nami.
- Nie ma nikogo u Was w domu? - zapytał Liam.
- Nie, ciocia z Tomem wyjechali na miesiąc. - odpowiedziałam. Julia poszła do kuchni, a reszta usiadła w salonie.
- Pójdę jej pomóc. - odezwał się Louis.
- Widać, że mają się ku sobie. Kto jak kto, ale Lou nigdy nie robi nic w kuchni. Ma dwie lewe ręce. - zaśmiał się Liam.
- Może coś obejrzymy? - zapytał Harry. Dziwne, że wreszcie się odezwał. Mało co mówił. Trzymał się z boku. Jak któraś z nas na niego spojrzała to od razu patrzył się w ziemię albo odwracał wzrok.
- Czemu nie. Wybierzcie sobie coś. - powiedziałam i wskazałam półkę z filmami.
- Może być horror? Czy nie lubisz? - zapytał się mnie Hazza. Oh widzę, że próbuje być miły. Jak narazie jakoś mu to wychodzi.
- Uwielbiam horrory! - wykrzyknęłam z entuzjazmem.
- No to Zayn, nie masz co liczyć, że będzie się bała i zacznie się do Ciebie tulić. - zaśmiał się Liam. Zayn jakby się speszył i zaniemówił. Podobam mu się? Czy jak? Muszę potem wypytać kogoś. Najlepiej Nialla, za żarcie powie mi wszystko. Film się zaczął. Nie był jakiś tam straszny. Nudził mnie. Ziewałam raz za razem. Oparłam głowę o ramię Zayna. On tylko się spojrzał i uśmiechnął do mnie. Przymknęłam lekko oczy.

*perspektywa Zayna*

W połowie filmu spostrzegłem, że Amelia chyba zasnęła. Tak słodko wyglądała. Grzywka opadła jej trochę na twarz. Postanowiłem jej nie odgarniać, żeby się nie obudziła. Nagle do salonu wpadł Louis i wydarł się, że obiad gotowy.
- Cii, Amelia zasnęła. - uciszyłem go.
- No, ale chyba ją musisz obudzić. Obiad jej wystygnie. Chociaż bardziej podejrzewam, że jak Julia i Niall się dopadną to nic nie zostanie. - powiedział Liam. Żal mi jej budzić, tak słodko śpi, ale Liam ma rację.
- Amelia, obiad gotowy. - powiedziałem i ułożyłem jej grzywkę spowrotem na bok. Otworzyła oczy i się uśmiechnęła.
- Długo spałam? - spytała.
- Nie, może z pół godzinki. - odpowiedziałem. - Chodź, bo zaraz nic nie zostanie. Pomogłem jej wstać i ruszyliśmy do kuchni. Jedzenie było pyszne, Julia się postarała. Wątpię, żeby Lou w czymś jej pomógł. Ale widać, że była szczęśliwa z jego obecności.
- Dzięki za przepyszny obiad. My będziemy się zbierać. Pójdziemy się jakoś ogarnąć. To co, do 19? - zapytał Liam.
- Tak. Do zobaczenia. - powiedziała Amelia. Uścisneliśmy je na pożegnanie i wyszliśmy.

No to tak, miał być to jest. Dzięki za miłe komentarze. Podbijamy stawkę ;p 10 komentarzy = następny rozdział. Siódma część jest dłuugaśna, więc uprzedzam :) Naczytacie się trochę.

poniedziałek, 5 marca 2012

Rozdział 5

*perspektywa Julii*

- Eee, czy Ty też widzisz to co ja?! - wydukałam. Nie wierzyłam własnym oczom. W MTV właśnie puścili teledysk w którym był Liam, Zayn, Niall, Lou i ten wieśniak Harry.
- O mój Boże. Czemu nam nie powiedzieli? Woleli to dalej ukrywać? W ogóle chcieli nam o tym powiedzieć? - ah.  Amelia i te jej retoryczne pytania.
- Ej! To tłumaczy słowa Harrego z tym, czy wiesz kim jest. - doszłam do wniosku. Teraz wiem o co chodziło. Jaki on pusty, zasrana gwiazdeczka. Myśli, że jak jest sławny to mu wszystko wolno.
- Mam pomysł! Udawajmy, że nie wiemy nic o nich. Znajdziemy odpowiedni moment i zrobimy to z jajami. Niech się zdziwią. - powiedziała.
- No w sumie, czemu nie. Będą niezłe brechty. No, a teraz Kochanie idziemy spać. Miałam być odpowiedzialna. - odpowiedziałam, a ona zaczęła się śmiać. - No co się śmiejesz? Ja mówiłam poważnie, chyba chcesz być wypoczęta? Jutro idziemy na jakieś balety.
- Balety powiadasz? To bardzo odpowiedzialne z Twojej strony. - powiedziała przez śmiech. Spodziewałam się tego. Ona tylko się uśmiechnęła i poszła do łazienki. Ja jako iż już zdążyłam przed nią wziąć prysznic, poszłam do siebie do pokoju. Położyłam się na łóżku. Wtuliłam się w poduszkę i zasnęłam z uśmiechem na ustach.

*perspektywa Amelii*

Kto śmie mnie budzić? Cholerny telefon. Wzięłam go do ręki, zobaczyłam na wyświetlacz : Zayn. Jejku czego on chce ode mnie o 9.47?
- Halo? - wydukałam.
- Hej. Obudziłem Cię? - powiedział speszony.
- Nie no co Ty. - odpowiedziałam.
- Na pewno? Bo masz taki dziwny głos, taki zaspany. - dopytywał się.
- Wydaje Ci się. No dobra, po co dzwonisz? - spytałam. Może jak będzie się streszczać to jeszcze przysnę.
- Bo tak sobie z chłopakami pomyśleliśmy, że może byśmy się spotkali godzinkę wcześniej? Skoro już od jakiegoś czasu nie śpisz. Myślę, że to by nie był większy problem? - gadał i gadał. Fajnie, to sobie pospałam.
- Hmm no niech Ci będzie. Bądźcie o 11. Pa. - nie czekałam na odpowiedź, rozłączyłam się. Wygrzebałam się z łóżka i pobiegłam do pokoju Julii. Mogłam się spodziewać tego, że ona jak zwykle już jest  ubrana umalowana i uczesana. Nie rozumiem jej, jak ona może tak wcześnie wstawać?
- Dzwonił Zayn, przyjdą godzinę wcześniej. Ja idę się ogarnąć. Zrobisz mi śniadanie? Proszę. - zrobiłam słodkie oczka. Wiedziałam, że i tak mi zrobi.
- No ok. To szykuj się, masz godzinę. - wystawiła mi język i poszła na dół, zapewne do kuchni. Poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic na wybudzenie się. Potem ubrałam się w to włosy zapletłam w luźnego warkocza, lekko się pomalowałam. Zeszłam do kuchni.
- Śniadanko gotowe. Sorry, że to tylko kanapki, ale nie chciało mi się niczego innego robić. - zaśmiała się Julia.
- Dzięki i za to. Która godzina? - zaczęłam jeść kanapki z serem żółtym, sałatą i pomidorem.
- Masz dokładnie dziesięć minut. - odpowiedziała. Pośpieszyłam się z jedzeniem. Akurat skończyłam jeść ostatnią kanapkę, gdy usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Julia poszła otworzyć.
- Cześć. - powiedzieli chórkiem, co mnie lekko rozśmieszyło. Zaraz, zaraz czy tam stoi Harry? Patrzył się na mnie.
- No hej. - odpowiedziałyśmy, a ja spiorunowałam wzrokiem Hazze. Od razu spojrzał się gdzie indziej. Wymieniłyśmy z siostrą porozumiewawcze spojrzenia.
- Oh Zayn, jakie Ty masz piękne okulary. Mogę zobaczyć? - zdziwiony nie wiedział co odpowiedzieć. Podał mi okulary.
- I jak wyglądam? - spytałam przymierzając je.
- Pasują Ci. - odpowiedział Lou a reszta przytaknęła.
- Serio? To mogę je sobie wziąć? - zapytałam.
- Skoro Ci się podobają to są Twoje. - powiedział Zayn.
- Tylko wiesz co? - spojrzałam na Julię. - Mógłbyś mi się na nich podpisać? Bo wiesz, koleżanki z Polski nie uwierzą mi że ja Amelia Malinowska weszłam w posiadanie okularów słynnego Zayna Malika. - powiedziałam. Nie wiedzieli co powiedzieć. Zatkało ich. Mieli zajebiste miny hahah. Moja siostra puściła mi oczko. No to ich mamy.
- Aa ale skąd Wy o tym wiecie? - wyjąkał Liam. - Skąd wiecie, że my no ten no jesteśmy jakby sławni?
- A co myśleliście, że się nie dowiemy?- spytała Julia. - Gratuluję rozumów. Wystarczy tylko włączyć tv. Zamierzaliście nam o tym w ogóle powiedzieć? Czy dalej to ukrywać? Nawet nie wiem po co to ukrywaliście, no ale trudno.
- My chcieliśmy Wam powiedzieć. I to nawet dzisiaj. - odpowiedział zakłopotany Lou.
- A nie mogliście tak od razu? - spytałam. - Wiesz jakie to było dla nas zaskoczenie, jak włączamy tv, a tam jakiś Wasz teledysk leci?
- Po prostu, my się baliśmy, że zaczniecie się zachowywać jak inne dziewczyny. Tak fajnie nam się rozmawiało. Dawno nie spotkaliśmy dziewczyn, które by nas nie znały. Zrozumcie, że chcieliśmy normalnie z kimś porozmawiać. Jak równy z równym. Chcieliśmy żebyście nas polubiły jako nas, zwyczajnych chłopaków, nie tych sławnych. - tłumaczył się Zayn. - Przepraszamy, nie chcieliśmy Was okłamać.
- Czekaj, czekaj. Jak równy z równym powiadasz? - powiedziała Julia i tu spojrzała w tej chwili na Hazzę.
- No właśnie, ja tu przyszedłem żeby Was przeprosić. Miałem zły dzień, wiem że to mnie nie usprawiedliwia. Nie chciałem się wywyższać. Wiem, że zachowałem się jak palant. Ale, czy możemy zacząć od nowa? Nie chcę się z Wami kłócić. Proszę. - spojrzał na mnie i na moją siostrę. Wymieniłyśmy spojrzenia. Kiwnęłam głową.
- Niech Ci będzie, ale pamiętaj że my jesteśmy pamiętliwe. Robimy wyjątek, gdyż nie chcemy mieć wrogów. Dopiero co przyjechałyśmy, a tak poza tym to jesteście naszymi sąsiadami. A i Wam też wybaczamy, ale żeby to był ostatni raz gdy nas okłamujecie. - powiedziała Julia. - A teraz chodźmy gdzieś. Nie mamy całego dnia.
- Jak to nie? Wybieracie się gdzieś? - ciągnął temat Niall.
- Idziemy do jakiegoś klubu. Chcecie to chodźcie z nami. - powiedziałam. W głębi serca miałam nadzieję, że się zgodzą. Ah ten Zayn, czego to on z ludźmi nie robi. Te jego oczka..
- Z chęcią pójdziemy. A na razie chodźmy na miasto. Pozwiedzamy, lepiej się poznamy. - odpowiedział Liam. Zayn się tylko do mnie uśmiechnął. Zamknęłam drzwi i wyszliśmy.




Mam nadzieję, że się podoba ;p Umówmy się tak. Jeżeli chcecie nowy rozdział to musi być min. 5 komentarzy. :D Ps. Jakby co to mam 6 roz. już napisany, więc będą komentarze to i będzie dodany.

sobota, 3 marca 2012

Rozdział 4

*perspektywa Amelii*

- Spodobał Ci się Louis, c'nie ? - zapytałam w drodze do domu Julię.
- Nie.. - odpowiedziała. Kłamała, wiem to.
- Na pewno? - podpytywałam.
- No może tak trochę. Tylko się nie wygadaj komuś przypadkiem. Sama wiesz, że czasami za dużo gadasz. - upomniała mnie. - A poza tym, ja mu chyba się nie podobam.
- No co Ty, widziałam jak na Ciebie patrzy. Jestem pewna, że mu się podobasz. - zapewniałam siostrę. Doszłyśmy do domu i usłyszałyśmy głos ciotki z salonu.
- No nareszcie wróciłyście. Już myśleliśmy, że się zgubiłyście. No, ale nic. Siadajcie dziewczyny. - poprosiła ciocia. Usiadłyśmy i nie pewnie patrzyłyśmy na siebie. Żadna z nas nie wiedziała, o co może ich chodzić.
- Chcieliśmy z Wami poważnie porozmawiać. Jesteście już dorosłe. Mam nadzieję, że dość odpowiedzialne. - ciągnął temat Tom.
- No, ale o co chodzi? - zapytałam.
- Bo my musimy niestety wyjechać na miesiąc ze względu na sprawy rodzinne. Moja mama jest ciężko chora. Chcieliśmy Was przeprosić za to, że Wy dopiero co przyjechałyście, a my już musimy Was zostawić same. - tłumaczył Tom.
- Nie, w porządku. Jesteśmy już duże, potrafimy same się sobą zająć. Miesiąc to przecież nie tak długo. Najważniejsze jest to, żebyś pojechał do mamy i z nią był. My sobie poradzimy. - mówiła moja siostra. Zawsze to ona była lepsza w przekonywaniu. Ona i odpowiedzialność. Te dwa słowa w zupełności do siebie nie pasują. To zawsze ja byłam rozsądniejsza. Uzupełniamy się nawzajem. Już pewnie w głowie wymyśla plan co będziemy robić, gdy tylko się ich pozbędzie z domu.
- W takim razie, będziemy się starać dzwonić codziennie. Zostawimy Wam karty kredytowe i trochę gotówki. Dziękujemy Wam. I pamiętajcie o tym, żeby nie zdemolować zbytnio domu. - uśmiechnął się Tom. Ciocia tylko mu przytakiwała. - Wyjeżdżamy jutro rano.
- Dobrze, wstaniemy i się z Wami pożegnamy. - powiedziałam. Wstałyśmy i poszłyśmy do mnie do pokoju.
- Ale jaja, zostawiają nam cały dom na miesiąc. O kurde, co jak co, ale nie spodziewałam się tego. - mówiła podekscytowana Julia.
- O tak, ja tez się cieszę. Chociaż i tak najbardziej zacieszam, z tego powodu, że jutro spotkamy się z chłopakami.  - zmieniłam temat.
Gadałyśmy jeszcze o nich z dwie godziny. Próbowałyśmy wymyślić stroje na jutro, ale w końcu stwierdziłyśmy, że jutro nad tym pomyślimy. Mimo, że było dopiero po 21, to przebrałyśmy się w piżamy i poszłyśmy spać. Byłyśmy bardzo zmęczone dzisiejszym dniem. Nastawiłam sobie budzik na 7 rano, żeby jeszcze zdążyć się pożegnać.

*perspektywa Harrego w tym samym czasie*

- Co Ci odwaliło?! Ta cała sława już Cię zmieniła widzę. Nie poznaję starego, przyjacielskiego Hazzy. -  Liam znowu zaczął mi prawić kazanie. Jakby nie wystarczyło już to, że jak wrócili do domu to Zayn na mnie napadł. Teraz on. Ktoś jeszcze?
- Byłem zdenerwowany. Nie chciałem jej tak potraktować. - tłumaczyłem się.
- To żadne wytłumaczenie. Każdy się denerwuje, a jednak nie wrzeszczą na innych i się na nich nie wyładowują. - dołączył się Niall, akurat żarł kanapkę.
- Przeproszę ją. No i tą drugą też. - powiedziałem. Na prawdę żałuję tego, że tak ją potraktowałem.
- A i najlepsze jest to, że wyskoczyłeś z tym 'wiesz kim ja jestem'! - kontynuował Niall z pełną gębą. - One nie wiedzą, że jesteśmy sławni.
- No kurwa przeproszę je, na prawdę nie chciałem żeby tak wyszło. - powiedziałem i pobiegłem na górę do swojego pokoju. Jebłem się na łóżko i próbowałem ułożyć sobie w myślach jakąś sensowną wypowiedź. Wiem, że mają się jutro z nimi spotkać. Pójdę z nimi i spróbuję to jakoś naprawić.

*perspektywa Amelii*

Kurwa, że akurat teraz musiał zadzwonić ten budzik. Śnił mi się właśnie Zayn. Spotkaliśmy się w parku, siedzieliśmy na ławce i rozmawialiśmy. Mieliśmy się właśnie pocałować, gdy zadzwoniło to badziewie i mnie obudziło. Wstałam, przeczesałam ręką włosy i poszłam do pokoju obok obudzić siostrę.
- Wstawaj! Słyszysz?! Rusz tą dupę! - krzyczałam.
- No już wstaję. - powiedziała. Ale widziałam, że nadal się nie rusza.
- Chodź, musimy się pożegnać! Mamy chatę wolną na cały miesiąc i dzisiaj jeszcze spotykamy się z chłopakami. Będzie Lou! - mówiłam do niej.
- Ty no, rzeczywiście. Muszę się wyszykować! Jak ja wyglądam! - ocknęła się wreszcie. Zeszłyśmy na dół. W salonie czekała na nas ciotka i Tom. Ucieszyli się, że jednak wstałyśmy by się z nimi pożegnać. Uściskaliśmy ich.
- Jeszcze raz przepraszamy. Przykro nam. Po naszym przyjeździe postaramy się nadrobić ten stracony czas. Uważajcie na siebie. Jakby coś się działo to dzwońcie. Kocham Was. - gadała ze łzami w oczach ciocia.
- My Ciebie też. Damy sobie radę. Jedzcie już. Paa. - powiedziała Julia. Tom wziął walizki, zapakował do bagażnika. Pomachałyśmy im jeszcze i odjechali.
- Mamy wolną chatę!!! - krzyczała Julia. - Ja jebie i to na cały miesiąc!
 Poszłyśmy się ogarniać i wybierać stroje. Ja wybrałam to , a moja siostra to. Umalowałyśmy się. Ja podkręciłam lekko włosy lokówką i zostawiłam proste, a ona wyprostowała i również zostawiła rozpuszczone. Po głębszym zastanowieniu i po setnym przejrzeniu się w lustrze stwierdziłyśmy, że wyglądamy zajebiście. Postanowiłam wysłać smsa do Zayna z pytaniem, gdzie mamy się spotkać. Już po chwili mój telefon się odezwał. Odpisał : My po Was przyjedziemy. Podajcie tylko adres. Odpisałam mu : Ilchester Place 14. Za chwilę odpisał : No to witaj sąsiadko, mieszkamy przy tej samej ulicy! Odpisałam : No to zajebiście. O której będziecie? Odpisał : O 12? Pasuje Wam? Odpisałam : No pewnie, do zobaczenia!
- Julia! Czaisz, że oni mieszkają obok nas?! - poinformowałam siostrę.
- Żartujesz sobie?! Skąd wiesz? - nie dowierzała. Pokazałam jej smsy. Zaczęła się cieszyć jak małe dziecko. Włączyła radio i zaczęła wariować. Dołączyłam do niej. Tańczyłyśmy i śpiewałyśmy jak jakieś nawiedzone. Nasze dzikie tańce trwały chyba z godzinę. Bawiłyśmy się tak jak kiedyś. Zawsze, gdy byłyśmy z czegoś mega zacieczone to tak robiłyśmy. Od śmierci rodziców jeszcze nie miałyśmy okazji. Wreszcie poczułyśmy się szczęśliwe. Zmęczone klapnęłyśmy na kanapę. Włączyłyśmy w zamian telewizor. Skakałyśmy po kanałach. Przełączyłyśmy w końcu na MTV, to co tam zobaczyłyśmy totalnie nas zatkało...

* Na serio jest taka ulica jak : Ilchester Place. Znajduje się na liście najbogatszych ulic w Londynie.



Rozdział taki sobie, ale musiał być taki wprowadzający. Jeśli czytacie to dodawajcie komentarze. To dla mnie ważne. Jeśli macie jakieś sugestie co do opowiadania to piszcie.

środa, 29 lutego 2012

Rozdział 3

*perspektywa Amelii*

Głos wydawał mi się bardzo znajomy. Podniosłam głowę i zobaczyłam wkurzonego chłopaka, tak tego z lotniska. Ja to mam farta. Za nim stała czwórka innych przystojniaków. Jeden miał czarne włosy, był mulatem mmm. Obok niego stał farbowany blondynek i dwóch innych kolesi. Jeden miał na sobie szelki, a drugi koszulę w kratę.
- To znowu Ty?! Prześladujesz mnie czy co?! - krzyknęłam na niego.
- To Wy się znacie? - odezwał się blondyn.
- Tak, to ta kretynka z lotniska, przez którą spóźniłem się dzisiaj. - wyjaśnił.
- Ej koleś! Odpierdol się od niej, bo będziesz miał ze mną do czynienia. - stanęła w mojej obronie Julcia.
- O przyszłaś teraz z ochroniarzem?! Mała, pilnuj tego, jak się do mnie odzywasz! Czy Ty wiesz kim ja jestem?! - odszczekał się ten palant. Zabijał nas wzrokiem. Julka nie wytrzymała i przyjebała mu z pięści w ryj. Ten w szelkach podszedł i zaczął ją od niego odciągać. Wyprowadził ją na zewnątrz. Wbiegłam za nimi, pozostała trójka ruszyła za mną. Zostawili tego idiotę.
- Ale mu dowaliłaś, od dawna chciałem to zrobić. - mówił podekscytowany koleś w koszuli w kratę. - Tak poza tym to jestem Liam. Ten czarny to Zayn, farbowany to Niall obok jest Louis. - wszyscy podali nam ręce.
- Jestem Amelia, a to moja siostra Julia. - przedstawiłam nas. - No dobra tak właściwie to kim jest ten kretyn?
- To jest Harry. Właściwie to ee nikim ważnym nie jest. To nasz przyjaciel. Natrafiłaś na zły moment i tyle. Jak się go bliżej pozna to jest nawet spoko. Zachowuje się tak tylko, gdy ma zły humor. Ogólnie jest bardzo sympatyczny. - wyjaśnił Niall.
- Jakoś nie mam ochoty go bliżej poznawać. - odburknęłam.
- Ale nas z chęcią bliżej poznasz? Mam rację? - powiedział Zayn.
- O tak, chodźmy do Nandos, zrobiłem się głodny. Ja stawiam! - wtrącił się blondyn.
- To chyba nie mamy już nic w tej sprawie do gadania. Też jestem głodna. - powiedziała moja siostra. Ta,  ona jest wiecznie niedożarta.
- Ej ja nigdzie tak nie pójdę! - zaprotestowałam. - Mam całą bluzkę zasyfioną.
- Trzymaj bluzę. Załóż i nic nie będzie widać. - Zayn podał mi swoją bejsbolówkę.
- Dobra dzięki, no to w takim razie możemy iść. Ale bez tego palanta!- powiedziałam.
-Niech Ci będzie. - powiedział Liam. Poszedł poinformować o tym Harrego i potem razem ruszyliśmy do Nandos.

*perspektywa Julii*

Oh podoba mi się ten Louis. Ma taki ładny uśmiech, śliczne oczy, fajny styl. No, ale z resztą każdy z nich jest przystojny. Z chęcią bliżej ich poznam, tylko nie tego idiotę. Podpadł mi, chyba bym go tam zabiła. Dobrze, że mnie odciągnęli. Czasami nie mogę się opanować.
- Ej gdzie jest to Nandos? - zapytałam. - Umieram z głodu.
- Dziewczyna dobrze gada. Pośpieszmy się, to już za rogiem. - odpowiedział mi Niall. Skręciliśmy i byliśmy na miejscu. Jak dobrze, że mieszkamy niedaleko Nandos i Milkshake City. Nie chciałoby mi się nigdzie jeździć. Liam przepuścił nas w drzwiach. Jaki dżentelmen z niego. Haha. Co ja gadam. Usiedliśmy przy stole. Siedziałam obok Liama i Louisa. Amelia siedziała między Zaynem i Niallem. Niall poszedł po jakieś jedzenie. Ponoć on się zna na tym najlepiej. Zaufałam mu. Za chwilę wrócił z tacami pełnymi jedzenia. Zaczęliśmy konsumować, kiedy odezwał się Zayn.
- Może opowiedzcie coś o sobie. - zaproponował.
- No to tak. Dzisiaj przeprowadziłyśmy się tu z Polski. Ja mam 19 lat, a Amelia za parę miesięcy będzie miała 18. Obie interesujemy się fotografią i modą. A Wy? - zapytała Julia.
- Wprowadziłyście się na stałe? - zmienił temat Lou.
- Tak. - odpowiedziała krótko Amelia.

*perspektywa Zayna*

Amelia wyraźnie posmutniała po tym ostatnim pytaniu Louisa. Nie wiem czemu, ale musiało się coś wydarzyć w tej Polsce, że z takim smutkiem odpowiedziała. Lubię ją, spodobała mi się, mimo, że znam ją od niecałej godziny. Wydaje się być cichą, nieśmiałą dziewczyną. Harry zachował się idiotycznie. Jak mógł ją tak potraktować? I to dwa razy. Porozmawiamy sobie z nim w domu. I jeszcze jak z tą wyższością powiedział 'wiesz kim ja jestem'. Jak na razie, nie będziemy mówić o naszym zespole. Skoro one nic nie wiedzą to niech tak pozostanie. Dobrze jest spotkać w Londynie dziewczyny, które nie wiedzą kim jesteś. Czasami mam dość tego, że muszę się przed nimi ukrywać. Zero prywatności. Są wszędzie. Owszem, jestem szczęśliwy, że nas uwielbiają, ale niektóre są nie do zniesienia. Piszczą, rzucają się na ciebie. Masakra jakaś.
- Ej Zayn słyszysz? - wyrwał mnie z rozmyśleń Liam.
- Eee, możesz powtórzyć? - zapytałem. - Wyłączyłem się na chwilę.
- Taaa 10 minut to chwila, ale mniejsza z tym. Umówiliśmy się z dziewczynami, że jutro pójdziemy się z nimi przejść i pokazać im miasto. Oczywiście bez Harrego, bo tego sobie nie życzą. A teraz chyba musimy iść, nie sądzisz? - powiedział Liam. - O 18 mamy spotkanie z men... . - nie zdążył powiedzieć, bo dostał ode mnie kopniaka pod stołem. - Z moją mamą, mieliście pomóc w przeprowadzce mojej cioci. - wydukał Liam.
- A no tak, to do zobaczenia. Miło było Was poznać dziewczyny. - pożegnaliśmy się, wymieniliśmy numerami i wyszliśmy.
- Ty idioto, prawie nas wydałeś.- powiedział wkurzony Louis.
- Przepraszam, no ale i tak nie możemy tego wiecznie ukrywać. W końcu się dowiedzą. Lepiej, żeby od nas a nie z gazet albo telewizji. - odpowiedział Liam.
- Masz rację, jutro im powiemy. - przyznał rację Liamowi Louis. - A tak nawiasem mówiąc, spodobała mi się ta Julia. Jest taka spontaniczna i w ogóle.
- Mi wpadła w oko Amelia. - również się przyznałem. W drodze powrotnej do domu rozmawialiśmy głównie o Harrym i dziewczynach. Juz nie mogę się doczekać jutrzejszego spotkania.


Ogólnie miałam problemy z tym rozdziałem. Skasowała mi się połowa, przez to jest trochę krótszy i gorszy, bo nie mogłam odtworzyć dokładniej tego co wcześniej napisałam.;/
Po przeczytaniu zostawiajcie komentarze ;)

niedziela, 26 lutego 2012

Rozdział 2

*perspektywa Julki*


Usłyszałam głos stewardessy, że mamy zapiać pasy, bo będziemy przystępować do lądowania. Szkoda było mi budzić Amelie, tak słodko spala, no ale musiałam to zrobić.
- Obudź się, zapnij pasy. Zaraz będziemy na miejscu. - powiedziałam. Ona coś odmruknęła i nadal spala. No tak, zapomniałam, ze ja trzeba budzić w bardziej radykalny sposób. Walnęłam ja w ramie.
- Co?! Co się dzieje?! - przebudziła się lekko zdezorientowana. Wcale jej się nie dziwie, przespała cały lot. Ja spalam zaledwie 2 godzinki. Potem z nudów podziwiałam przepiękne widoki na oknem.
- No zapinaj pasy, bo lądujemy! - wykrzyczałam jej do ucha. Ludzie nie wiedzieli o co chodzi, spoglądali na mnie jak na kretynkę. Z reszta co mnie to obchodzi. Niech się interesująca sobą, a nie mną. Zawsze byłam ''lekko'' nienormalna. Ale to już chyba rodzinne, sadzać po wypowiedzi i zachowaniu mojej siostry.
- No już, nie denerwuj się żulu! - krzyknęła i zaczęła mnie dusić. Dziwna z niej dziewczyna, no ale co ja na to poradzę. Zaczęłyśmy się śmiać. Ze zniecierpliwiona czekałyśmy, aż wylądujemy. Siedziałyśmy jak na szpilkach. Byłyśmy strasznie podekscytowane nowym miastem i domem.


*perspektywa Amelii*


Wreszcie opuściliśmy pokład samolotu. Wybiegłyśmy jak oszalałe. Poszłyśmy odebrać walizki i czekałyśmy na ciocie. Ja sprawdzałam jeszcze Twittera na komórce. Musiałam wiedzieć co tam się na świecie dzieje. Dodawałam właśnie nowy wpis: Londyyyn wita! :). Wylogowałam się i schowałam telefon do kieszeni. Rozejrzałam się, nigdzie nie widziałam cioci i Julki. Co one sobie jaja ze mnie robią?! Zostawiły mnie tu na pastwę losu?! Nie kapnęły się, ze nie ma mnie z nimi? Dobra, spróbuje się stad wydostać. Wzięłam swoja walizkę i udałam się w stronę wyjścia, bynajmniej sadze ze tam jest wyjście. Wyjmowałam właśnie słuchawki z torebki kiedy zderzyłam się z kimś. Upadlam dupa na walizkę, a ona wraz ze mną na ziemie. No świetnie.
- Uważaj jak chodzisz! - wykrzyknął ktoś. Spojrzałam w na twarz. Był to chłopak mniej więcej w moim wieku. Miał na głowie niezłe afro. Cala głowa w loczkach, no niezłe. Chociaż muszę przyznać, ze był przystojny. Te jego zielone oczy były takie hipnotyzujące.
- To ty byś mógł uważać kretynie! Coś Ci nie pasuje?! To się odwal i zejdź mi z oczu! - odgryzłam się. W końcu jestem teraz nowa Amelia i nie pozwolę sobie na to, by jakiś idiota na mnie krzyczał.
- Tak, Ty mi nie pasujesz! Zabieraj ta dupę spod moich nóg. Chce przejść. - powiedział z pogarda w glosie.
- To sobie idź na około! No co tak stoisz jak widły w gnoju?! - wytracał mnie już z równowagi. Jeszcze trochę i nie wiem co mu zrobię.
- A spadaj. - powiedział zrezygnowany. Przeszedł obok mnie i kopnął noga w moja walizkę. Jeżeli wszyscy tutaj są tacy bezczelni to chyba nie znajdę tu przyjaciół. No, ale trudno się mówi. Teraz najważniejsze, bym znalazła rodzinę. Wstałam, otrzepałam się, podniosłam walizkę z ziemi i kierowałam się dalej w stronę mam nadzieje, ze wyjścia. Udało się, zauważyłam je jak stały obok taxi.
- Nareszcie! Gdzie Ty byłaś? - odetchnęła z ulga ciotka.
- Mogłyście na mnie poczekać. Zgubiłam się i jeszcze wpadł na mnie jakiś bezczelny kretyn. Mówiłaś, ze wszyscy tutaj są uprzejmi. - powiedziałam z wyrzutem.
- No, są tez wyjątki. Dobra wsiadajmy. - rozkazała. Jak tez kazała, tak zrobiłyśmy. Podziwiałam przez okno Londyn. To chyba cud, ze nie pada. Chociaż pogoda jest przyzwoita.


*perspektywa Julii*

Po ok. 20 minutach byłyśmy na miejscu. Ujrzałyśmy przepiękny domek. Co ja gadam, to nie był domek tylko jakaś willa. Nie wiedziałam, ze ciocia jest aż tak zamożna. Coś wspominała, ze jej mąż pracuje w jakiejś ogromnej firmie, ale tego się nie spodziewałam. Willa była w odcieniu jasnego beżu. Ciemno brązowy dach i duże okna. Z tego co zauważyłam był spory ogródek i taras. Nie no zapowiada się świetnie. Męża ciotki jeszcze nie miałyśmy okazji poznać. Wiem tylko tyle, że nazywał się Tom. O wilku mowa. Zauważył, ze przyjechałyśmy, wiec wyszedł pomóc nam z bagażami. Miał ciemno brązowe włosy, lekki zarost, duże niebieskie oczy.  Na oko miał gdzieś około 40lat, czyli tak jak moja ciocia. Wysoki i umięśniony.
- Cześć. Jestem Tom, a wy to zapewne Julia i Amelia? - podał nam rękę, a ciocie uściskał.
- Dzień dobry Panu. - odpowiedziałyśmy jednocześnie.
- Proszę, mówcie mi po prostu Tom. Tak będzie wygodniej. - zaproponował. Nam to też bardziej odpowiadało. Dobrze, ze nie jest aż taki sztywny. Wziął nasze walizki. Ciocia zaprowadziła nas do naszych pokoi. Weszłam do siebie. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Pomalowany był w moich ulubionych kolorach. Dwie ściany były błękitne, a dwie jasno szare. Na środku stało duże łóżko. Pościel była w tych samych kolorach co ściany. Przy oknie stało biurko, a po prawej stronie ogromna szafa, lustro i komoda oraz szara sofa. Na podłodze leżał szary puchaty dywanik. Pokój był ogromny. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się czegoś takiego. Przystąpiłam do rozpakowywania się.

* perspektywa Amelii*

Otworzyłam drzwi do swojego królestwa. Zaniemówiłam z wrażenia. Wszystko było urządzone tak jak to sobie wymarzyłam. Ściany były w odcieniu cappuccino. Zwróciłam uwagę na przepiękny wiszący żyrandol z kryształkami. Na środku stało ogromne łóżko z kremowo-bezowa pościelą. Po prawej stronie biurko, szafa i jakieś szafki oraz duże lustro. Na podłodze położony był niewielki, miękki kremowy dywan. Jej dopiero teraz zauważyłam, ze z mojego pokoju można wyjść na taras. Jestem wdzięczna za to co dla nas zrobili. Postanowiłam zwiedzić resztę domu, rozpakuje się wieczorem. Weszłam do pięknej przestronnej łazienki, która znajdowała się na naszym pietrze, a zarazem jedynym w tym domu. Zdobiły ja piękne kinkiety. Kafelki były biało czarne. Po prawej stronie stal prysznic, a po lewej ogromna wanna. Na wprost było ogromne lustr, a przy nim dwie umywalki. Obok były tez szafki w białym kolorze. Wyszłam i przeszłam dalej. Toalety chyba opisywać nie muszę :). Pokój siostry już przelotnie widziałam. Zeszłam na dól. W salonie stalą ogromna kanapa i dwa fotele obite bezowa skóra. Ściany były pomalowane na biało. Na wprost kanap wisiał duży telewizor, a pod nim stała pólka z filmami. Kuchnia była bardzo przestronna, połączona z jadalnia. Szafki i blat był ciemnobrązowy. Obok stalą lodówka i inne graty, jak zmywarka itd. Po lewej stronie, przy oknie stal duży stół i piękne krzesła. Postanowiłam wyciągnąć gdzieś siostrę. Wpadłam do jej pokoju bez pukania.
- Ej, zbieraj się. Pójdziemy gdzieś. - oznajmiłam z entuzjazmem. Nawet nie protestowała, wzięła torbę ja w tym czasie poszłam po swoja i zeszłam razem z nią na dól.
- Ciociu, idziemy pozwiedzać okolice. - powiedziałyśmy.
- W porządku, tylko bądźcie za 2 godzinki najpóźniej, bo musimy wszyscy razem porozmawiać. - odkrzyknęła z kuchni. Nie no, dopiero przyjechałyśmy, a ona nam już kazania będzie prawic? No, ale zobaczymy o co chodzi. Szłyśmy przed siebie, nie miałyśmy szczególnego celu. Chciałyśmy po prostu się przejść i rozejrzeć.
- Patrz! Milk Shake City, po nazwie sadze ze są tam shake'i, a ja mam wielka ochotę na coś takiego. Wejdziemy? - zapytała Am.
- No ok. Zobaczymy jak smakują. Dla mnie nadal moim ulubionym jest shake truskawkowy z McDonalda. - odpowiedziała. Weszłyśmy, podeszłyśmy do kasy. Akurat nie było dużo ludzi. Ja wzięłam sobie jagodowy, a ona jakiś czekoladowo coś tam. Czekałyśmy na nasze zamówienie, kiedy ona spytała co się wydarzyło na lotnisku. Opowiedziałam jej wszystko o tym palancie. Wkurzyła się, ze jej przy mnie nie było. Już widzę jak zaczyna go wyzywać. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby mu przywaliła w ryj. Szkoda tej pięknej buźki... Co ja gadam?! On mnie potraktował jak gówno, a ja zachwycam się jego twarzą. STOP. Kelnerka przyniosła nam nasze szejki. Wzięłam do reki, odwracam się i ... ! Ktoś stal tak blisko mnie, ze gdy się odwróciłam, zderzyliśmy się ze sobą i zawartość kubka została wylana na mnie i na osobę za mną. Usłyszałam wkurzony głos...


Jeśli czytacie, to proszę o zostawianie komentarzy.

piątek, 24 lutego 2012

Rozdział 1

*perspektywa Julii*

Minął miesiąc odkąd nasze życie zmieniło się całkowicie. Po pogrzebie dostałyśmy propozycje od naszej cioci, która mieszka w Londynie. Miałyśmy się do niej przeprowadzić zaraz po zakończeniu roku szkolnego. Może to i lepiej, że się zgodziłyśmy. Zmiana otoczenia może nam wyjść na dobre, rozpoczniemy nowe życie. Tutaj, w Polsce wspomnienia cały czas wracają. Amelia zupełnie się wyłączyła. Jest nieobecna, ciągle zamyślona, jakby w swoim własnym świecie. Martwię się o nią. Od razu po przyjściu ze szkoły szła do siebie do pokoju, zamykała się i prawie w ogóle z niego nie wychodziła. Strasznie przez ten miesiąc zmizerniała, zupełnie uszło z niej cale życie. Ja chociaż trochę próbowałam udawać, że nie jest tak źle. Nie mogłam pokazać, że tak na prawdę nie mam siły na nic. Dobrze, że przez ten miesiąc ciocia została z nami. Pomagała nam, gotowała, sprzątała, próbowała pocieszać i rozmawiać z nami. Widziałam, że jej też nie jest łatwo, szczególnie że straciła jedyną siostrę.
Koniec użalania się, muszę zacząć się pakować. W końcu to już jutro wyjeżdżamy. Londyn to nie Szczecin. Tam jest zupełnie inaczej. Nie wiem czy się tam odnajdę, czy się z kimś zaprzyjaźnię. Dobrze, że chociaż znam angielski, bo to by była porażka jakbym nie mogła się z nikim dogadać. Większość naszych rzeczy już dawno poleciała do mieszkania ciotki. Pozostało tylko spakować ubrania, kosmetyki i takie tam drobiazgi. 


*perspektywa Amelii*


Jestem już spakowana, zajęło mi to pół dnia, no ale bynajmniej mam to za sobą. Jutro wszystko się zmieni. Opuszczę Polskę, zacznę wszystko od początku. Wspomnienia pozostaną, kochałam, kocham i nadal będę kochać swoich rodziców, nigdy o nich nie zapomnę. Nie chcę zapomnieć. Chcę pamiętać wszystko, złe i dobre chwile. Ale to już czas się pozbierać, nie mogę zamartwiać innych. Oni i bez tego są przygnębieni. Nie mogę przysparzać im dodatkowego problemu. Obiecam sobie, że w chwili, gdy wsiądę do samolotu, stanę się inna. Postaram się żyć normalnie, mam nadal dla kogo. 


***
O godzinie 5.00 obudził mnie budzik. No cóż, trzeba wstawać. O 6.30 mam samolot, nie mogę się spóźnić. Poszłam wziąć chłodny prysznic, ogarnąć się jakoś. Nie chcę nikogo wystraszyć. Zaniedbałam się przez te ostatnie tygodnie. Ubrałam  to , zrobiłam lekki makijaż, włosy zostawiłam rozpuszczone i zeszłam na dół. Moja siostra rozmawiała właśnie z ciocią na temat naszego nowego domu. Wyglądała ślicznie założyła to , a włosy związała w luźnego koka.
- Dzień dobry ciociu, hej Julcia. - przywitałam się.
- O cześć Amelko, jak pięknie wyglądasz. Siadaj, zjedz śniadanie i wychodzimy. - ciocia postawiła mi talerz z naleśnikami na stole. Czy wspominałam już, że uwielbiam naleśniki? Nie? To teraz mówię, że je kooochaaam. Z resztą pewnie jak każdy. Zjadłam, pozmywałam i poszłam na górę po walizki.
- Amelia!  Musimy wychodzić! Rusz się! - wołała mnie zniecierpliwiona siostra. Krzyknęłam, że już idę. Boże, gdzie ja zostawiłam swoją komórkę? Zawsze mi gdzieś ginie, kiedy akurat muszę wychodzić. Znalazłam ją w łazience. Spojrzałam na siebie, dobra chyba nie jest tak źle. Wzięłam dwie walizki w ręce, rozejrzałam się jeszcze raz po moim fioletowym pokoju. Chłonęłam wzrokiem każde pomieszczenie. Nie wiedziałam, czy kiedykolwiek tu wrócę. Mieszkanie na razie będziemy wynajmować, nie chcemy go sprzedawać. Wiąże się z nim za dużo wspomnień, kto wie może kiedyś tu wrócimy. Zeszłam na dół, wzięłam torbę i wyszłam. Wsiadłyśmy do taksówki i pojechałyśmy na lotnisko. Ostatni raz spojrzałam na nasz niewielki domek.
Dojechałyśmy dość szybko. Miałyśmy jeszcze 30 minut do odprawy.
Po kilkudziesięciu minutach byłyśmy już na pokładzie samolotu. Za parę godzin będziemy na miejscu. Włożyłam słuchawki w uszy, puściłam głośno muzykę. Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku. Spojrzałam na siostrę, która już zasnęła. Wsłuchałam się w piosenkę i nawet nie wiem kiedy odpłynęłam...

Drugi będzie dłuższy i zdradzę Wam, że pojawi się ktoś z One Direction ;d Jeśli czytacie to komentujcie. 


czwartek, 23 lutego 2012

Prolog

*miesiąc temu*
*Amelia*
Mimo, że jest koło 18 i rodzice powinni już dawno być w domu, to ich nadal nie było. W sumie to się zbytnio nie martwiłam, czasami zdarzało im się zostać po godzinach. Razem z Julką postanowiłyśmy wykorzystać okazję. Włączyłyśmy  radio. Akurat leciała nasza ulubiona piosenka "One night in Ibiza". Zaczęłyśmy wariować. Śpiewałyśmy, o ile nasze wycie można nazwać śpiewem, tańczyłyśmy. Chciałyśmy, by takie chwile trwały wiecznie. Nasze wygłupy  przerwał dzwonek do drzwi. Żadna z nas nie chciała iść otworzyć. Ktoś nadal natarczywie dzwonił. W końcu jak zwykle wypadło na mnie. Zeszłam na przedpokój i otworzyłam drzwi. Moim oczom ukazał się policjant. Czego on może od nas chcieć? To pewnie jakaś pomyłka, czy coś. Z rozmyśleń wyrwał mnie głos mężczyzny.
- Pani Malinowska? - spytał na potwierdzenie swoich informacji . Skinęłam głową i pokazałam,  żeby wszedł do środka. Do salonu wparowała moja siostra. Zupełnie nie wiedziała o co chodzi.
- O co chodzi? Bo jeżeli o za głośną muzykę, to przepraszamy, już wyłączyłyśmy.- Zaczęła się tłumaczyć. Mamy dość powalonych sąsiadów, więc nawet bym się nie zdziwiła, gdyby to była ich sprawka.
- Nie, nie o to. Mam dla Pań przykrą wiadomość. Godzinę temu Wasi rodzice mieli wypadek samochodowy. Wjechał w nich tir, nie mieli szans na przeżycie. - wyjaśnił.
Więcej już nic nie słyszałam. Totalnie się wyłączyłam. Łzy napłynęły mi do oczu. To nie mogła być prawda. Moi rodzice, oni są teraz w pracy. Pewnie zaraz wrócą. Widziałam ich rano, wszystko było w porządku. Byli tacy roześmiani. Tak bardzo ich kocham, to nie może być prawda, nie poradzę sobie bez nich.


Jutro lecę z 1 rozdziałem :) Jak coś się nie podoba to piszcie to się poprawie.

środa, 22 lutego 2012

Bohaterowie






Amelia Malinowska - ur. 30.10.94r. - kiedyś była bardzo otwartą i roześmianą dziewczyną. Po śmierci rodziców zamknęła się w sobie i od tamtej pory nie dopuszcza do siebie nikogo oprócz swojej najlepszej przyjaciółki, a zarazem nieco starszej siostry.



Julia Malinowska - ur. 03.05.93r. - ją śmierć rodziców również zmieniła. Stała się bardzo wulgarna i nieobliczalna. Zrobi wszystko, by bronić najważniejszej dla niej osoby - jej młodszej siostrzyczki. Z pozoru wydaje się bardzo niedostępna, lecz w głębi serca nadal jest tą starą Julką, sympatyczną i wrażliwą.





One Direction - ich chyba Wam nie muszę przedstawiać.






Angelika Kwiatkowska - ur. 12.10.94r. Jest najlepszą przyjaciółką dziewczyn. Mieszka w Polsce. Z pozoru bardzo dziewczęca, ale potrafi komuś dowalić, ponieważ od 7 lat trenuje boks. Interesuje się również modą. Uwielbia zespół One Direction, niestety nie wie tego, że jej przyjaciółki mieszkają obok nich. 



wtorek, 21 lutego 2012

Wstęp

Hej! 
Jak już pewnie zdążyłyście się zorientować (albo też i nie) jestem Justyna. Będę dodawać tu rozdziały mojego opowiadania o One Direction. Póki co, dopiero się zabieram za pisanie, więc nie oczekujcie cudów ;D  Rozdziały będę starać się dodawać mniej więcej raz w tygodniu.Fakty będą mijać się trochę z prawdą, trochę pozmieniam. W komentarzach oczekuję od Was opinii na temat mojego opowiadania. Piszcie co poprawić, co jest ok i takie tam. Myślę, że Wam się spodoba. 

Mój TT: @Justyna1D