środa, 29 lutego 2012

Rozdział 3

*perspektywa Amelii*

Głos wydawał mi się bardzo znajomy. Podniosłam głowę i zobaczyłam wkurzonego chłopaka, tak tego z lotniska. Ja to mam farta. Za nim stała czwórka innych przystojniaków. Jeden miał czarne włosy, był mulatem mmm. Obok niego stał farbowany blondynek i dwóch innych kolesi. Jeden miał na sobie szelki, a drugi koszulę w kratę.
- To znowu Ty?! Prześladujesz mnie czy co?! - krzyknęłam na niego.
- To Wy się znacie? - odezwał się blondyn.
- Tak, to ta kretynka z lotniska, przez którą spóźniłem się dzisiaj. - wyjaśnił.
- Ej koleś! Odpierdol się od niej, bo będziesz miał ze mną do czynienia. - stanęła w mojej obronie Julcia.
- O przyszłaś teraz z ochroniarzem?! Mała, pilnuj tego, jak się do mnie odzywasz! Czy Ty wiesz kim ja jestem?! - odszczekał się ten palant. Zabijał nas wzrokiem. Julka nie wytrzymała i przyjebała mu z pięści w ryj. Ten w szelkach podszedł i zaczął ją od niego odciągać. Wyprowadził ją na zewnątrz. Wbiegłam za nimi, pozostała trójka ruszyła za mną. Zostawili tego idiotę.
- Ale mu dowaliłaś, od dawna chciałem to zrobić. - mówił podekscytowany koleś w koszuli w kratę. - Tak poza tym to jestem Liam. Ten czarny to Zayn, farbowany to Niall obok jest Louis. - wszyscy podali nam ręce.
- Jestem Amelia, a to moja siostra Julia. - przedstawiłam nas. - No dobra tak właściwie to kim jest ten kretyn?
- To jest Harry. Właściwie to ee nikim ważnym nie jest. To nasz przyjaciel. Natrafiłaś na zły moment i tyle. Jak się go bliżej pozna to jest nawet spoko. Zachowuje się tak tylko, gdy ma zły humor. Ogólnie jest bardzo sympatyczny. - wyjaśnił Niall.
- Jakoś nie mam ochoty go bliżej poznawać. - odburknęłam.
- Ale nas z chęcią bliżej poznasz? Mam rację? - powiedział Zayn.
- O tak, chodźmy do Nandos, zrobiłem się głodny. Ja stawiam! - wtrącił się blondyn.
- To chyba nie mamy już nic w tej sprawie do gadania. Też jestem głodna. - powiedziała moja siostra. Ta,  ona jest wiecznie niedożarta.
- Ej ja nigdzie tak nie pójdę! - zaprotestowałam. - Mam całą bluzkę zasyfioną.
- Trzymaj bluzę. Załóż i nic nie będzie widać. - Zayn podał mi swoją bejsbolówkę.
- Dobra dzięki, no to w takim razie możemy iść. Ale bez tego palanta!- powiedziałam.
-Niech Ci będzie. - powiedział Liam. Poszedł poinformować o tym Harrego i potem razem ruszyliśmy do Nandos.

*perspektywa Julii*

Oh podoba mi się ten Louis. Ma taki ładny uśmiech, śliczne oczy, fajny styl. No, ale z resztą każdy z nich jest przystojny. Z chęcią bliżej ich poznam, tylko nie tego idiotę. Podpadł mi, chyba bym go tam zabiła. Dobrze, że mnie odciągnęli. Czasami nie mogę się opanować.
- Ej gdzie jest to Nandos? - zapytałam. - Umieram z głodu.
- Dziewczyna dobrze gada. Pośpieszmy się, to już za rogiem. - odpowiedział mi Niall. Skręciliśmy i byliśmy na miejscu. Jak dobrze, że mieszkamy niedaleko Nandos i Milkshake City. Nie chciałoby mi się nigdzie jeździć. Liam przepuścił nas w drzwiach. Jaki dżentelmen z niego. Haha. Co ja gadam. Usiedliśmy przy stole. Siedziałam obok Liama i Louisa. Amelia siedziała między Zaynem i Niallem. Niall poszedł po jakieś jedzenie. Ponoć on się zna na tym najlepiej. Zaufałam mu. Za chwilę wrócił z tacami pełnymi jedzenia. Zaczęliśmy konsumować, kiedy odezwał się Zayn.
- Może opowiedzcie coś o sobie. - zaproponował.
- No to tak. Dzisiaj przeprowadziłyśmy się tu z Polski. Ja mam 19 lat, a Amelia za parę miesięcy będzie miała 18. Obie interesujemy się fotografią i modą. A Wy? - zapytała Julia.
- Wprowadziłyście się na stałe? - zmienił temat Lou.
- Tak. - odpowiedziała krótko Amelia.

*perspektywa Zayna*

Amelia wyraźnie posmutniała po tym ostatnim pytaniu Louisa. Nie wiem czemu, ale musiało się coś wydarzyć w tej Polsce, że z takim smutkiem odpowiedziała. Lubię ją, spodobała mi się, mimo, że znam ją od niecałej godziny. Wydaje się być cichą, nieśmiałą dziewczyną. Harry zachował się idiotycznie. Jak mógł ją tak potraktować? I to dwa razy. Porozmawiamy sobie z nim w domu. I jeszcze jak z tą wyższością powiedział 'wiesz kim ja jestem'. Jak na razie, nie będziemy mówić o naszym zespole. Skoro one nic nie wiedzą to niech tak pozostanie. Dobrze jest spotkać w Londynie dziewczyny, które nie wiedzą kim jesteś. Czasami mam dość tego, że muszę się przed nimi ukrywać. Zero prywatności. Są wszędzie. Owszem, jestem szczęśliwy, że nas uwielbiają, ale niektóre są nie do zniesienia. Piszczą, rzucają się na ciebie. Masakra jakaś.
- Ej Zayn słyszysz? - wyrwał mnie z rozmyśleń Liam.
- Eee, możesz powtórzyć? - zapytałem. - Wyłączyłem się na chwilę.
- Taaa 10 minut to chwila, ale mniejsza z tym. Umówiliśmy się z dziewczynami, że jutro pójdziemy się z nimi przejść i pokazać im miasto. Oczywiście bez Harrego, bo tego sobie nie życzą. A teraz chyba musimy iść, nie sądzisz? - powiedział Liam. - O 18 mamy spotkanie z men... . - nie zdążył powiedzieć, bo dostał ode mnie kopniaka pod stołem. - Z moją mamą, mieliście pomóc w przeprowadzce mojej cioci. - wydukał Liam.
- A no tak, to do zobaczenia. Miło było Was poznać dziewczyny. - pożegnaliśmy się, wymieniliśmy numerami i wyszliśmy.
- Ty idioto, prawie nas wydałeś.- powiedział wkurzony Louis.
- Przepraszam, no ale i tak nie możemy tego wiecznie ukrywać. W końcu się dowiedzą. Lepiej, żeby od nas a nie z gazet albo telewizji. - odpowiedział Liam.
- Masz rację, jutro im powiemy. - przyznał rację Liamowi Louis. - A tak nawiasem mówiąc, spodobała mi się ta Julia. Jest taka spontaniczna i w ogóle.
- Mi wpadła w oko Amelia. - również się przyznałem. W drodze powrotnej do domu rozmawialiśmy głównie o Harrym i dziewczynach. Juz nie mogę się doczekać jutrzejszego spotkania.


Ogólnie miałam problemy z tym rozdziałem. Skasowała mi się połowa, przez to jest trochę krótszy i gorszy, bo nie mogłam odtworzyć dokładniej tego co wcześniej napisałam.;/
Po przeczytaniu zostawiajcie komentarze ;)

niedziela, 26 lutego 2012

Rozdział 2

*perspektywa Julki*


Usłyszałam głos stewardessy, że mamy zapiać pasy, bo będziemy przystępować do lądowania. Szkoda było mi budzić Amelie, tak słodko spala, no ale musiałam to zrobić.
- Obudź się, zapnij pasy. Zaraz będziemy na miejscu. - powiedziałam. Ona coś odmruknęła i nadal spala. No tak, zapomniałam, ze ja trzeba budzić w bardziej radykalny sposób. Walnęłam ja w ramie.
- Co?! Co się dzieje?! - przebudziła się lekko zdezorientowana. Wcale jej się nie dziwie, przespała cały lot. Ja spalam zaledwie 2 godzinki. Potem z nudów podziwiałam przepiękne widoki na oknem.
- No zapinaj pasy, bo lądujemy! - wykrzyczałam jej do ucha. Ludzie nie wiedzieli o co chodzi, spoglądali na mnie jak na kretynkę. Z reszta co mnie to obchodzi. Niech się interesująca sobą, a nie mną. Zawsze byłam ''lekko'' nienormalna. Ale to już chyba rodzinne, sadzać po wypowiedzi i zachowaniu mojej siostry.
- No już, nie denerwuj się żulu! - krzyknęła i zaczęła mnie dusić. Dziwna z niej dziewczyna, no ale co ja na to poradzę. Zaczęłyśmy się śmiać. Ze zniecierpliwiona czekałyśmy, aż wylądujemy. Siedziałyśmy jak na szpilkach. Byłyśmy strasznie podekscytowane nowym miastem i domem.


*perspektywa Amelii*


Wreszcie opuściliśmy pokład samolotu. Wybiegłyśmy jak oszalałe. Poszłyśmy odebrać walizki i czekałyśmy na ciocie. Ja sprawdzałam jeszcze Twittera na komórce. Musiałam wiedzieć co tam się na świecie dzieje. Dodawałam właśnie nowy wpis: Londyyyn wita! :). Wylogowałam się i schowałam telefon do kieszeni. Rozejrzałam się, nigdzie nie widziałam cioci i Julki. Co one sobie jaja ze mnie robią?! Zostawiły mnie tu na pastwę losu?! Nie kapnęły się, ze nie ma mnie z nimi? Dobra, spróbuje się stad wydostać. Wzięłam swoja walizkę i udałam się w stronę wyjścia, bynajmniej sadze ze tam jest wyjście. Wyjmowałam właśnie słuchawki z torebki kiedy zderzyłam się z kimś. Upadlam dupa na walizkę, a ona wraz ze mną na ziemie. No świetnie.
- Uważaj jak chodzisz! - wykrzyknął ktoś. Spojrzałam w na twarz. Był to chłopak mniej więcej w moim wieku. Miał na głowie niezłe afro. Cala głowa w loczkach, no niezłe. Chociaż muszę przyznać, ze był przystojny. Te jego zielone oczy były takie hipnotyzujące.
- To ty byś mógł uważać kretynie! Coś Ci nie pasuje?! To się odwal i zejdź mi z oczu! - odgryzłam się. W końcu jestem teraz nowa Amelia i nie pozwolę sobie na to, by jakiś idiota na mnie krzyczał.
- Tak, Ty mi nie pasujesz! Zabieraj ta dupę spod moich nóg. Chce przejść. - powiedział z pogarda w glosie.
- To sobie idź na około! No co tak stoisz jak widły w gnoju?! - wytracał mnie już z równowagi. Jeszcze trochę i nie wiem co mu zrobię.
- A spadaj. - powiedział zrezygnowany. Przeszedł obok mnie i kopnął noga w moja walizkę. Jeżeli wszyscy tutaj są tacy bezczelni to chyba nie znajdę tu przyjaciół. No, ale trudno się mówi. Teraz najważniejsze, bym znalazła rodzinę. Wstałam, otrzepałam się, podniosłam walizkę z ziemi i kierowałam się dalej w stronę mam nadzieje, ze wyjścia. Udało się, zauważyłam je jak stały obok taxi.
- Nareszcie! Gdzie Ty byłaś? - odetchnęła z ulga ciotka.
- Mogłyście na mnie poczekać. Zgubiłam się i jeszcze wpadł na mnie jakiś bezczelny kretyn. Mówiłaś, ze wszyscy tutaj są uprzejmi. - powiedziałam z wyrzutem.
- No, są tez wyjątki. Dobra wsiadajmy. - rozkazała. Jak tez kazała, tak zrobiłyśmy. Podziwiałam przez okno Londyn. To chyba cud, ze nie pada. Chociaż pogoda jest przyzwoita.


*perspektywa Julii*

Po ok. 20 minutach byłyśmy na miejscu. Ujrzałyśmy przepiękny domek. Co ja gadam, to nie był domek tylko jakaś willa. Nie wiedziałam, ze ciocia jest aż tak zamożna. Coś wspominała, ze jej mąż pracuje w jakiejś ogromnej firmie, ale tego się nie spodziewałam. Willa była w odcieniu jasnego beżu. Ciemno brązowy dach i duże okna. Z tego co zauważyłam był spory ogródek i taras. Nie no zapowiada się świetnie. Męża ciotki jeszcze nie miałyśmy okazji poznać. Wiem tylko tyle, że nazywał się Tom. O wilku mowa. Zauważył, ze przyjechałyśmy, wiec wyszedł pomóc nam z bagażami. Miał ciemno brązowe włosy, lekki zarost, duże niebieskie oczy.  Na oko miał gdzieś około 40lat, czyli tak jak moja ciocia. Wysoki i umięśniony.
- Cześć. Jestem Tom, a wy to zapewne Julia i Amelia? - podał nam rękę, a ciocie uściskał.
- Dzień dobry Panu. - odpowiedziałyśmy jednocześnie.
- Proszę, mówcie mi po prostu Tom. Tak będzie wygodniej. - zaproponował. Nam to też bardziej odpowiadało. Dobrze, ze nie jest aż taki sztywny. Wziął nasze walizki. Ciocia zaprowadziła nas do naszych pokoi. Weszłam do siebie. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Pomalowany był w moich ulubionych kolorach. Dwie ściany były błękitne, a dwie jasno szare. Na środku stało duże łóżko. Pościel była w tych samych kolorach co ściany. Przy oknie stało biurko, a po prawej stronie ogromna szafa, lustro i komoda oraz szara sofa. Na podłodze leżał szary puchaty dywanik. Pokój był ogromny. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się czegoś takiego. Przystąpiłam do rozpakowywania się.

* perspektywa Amelii*

Otworzyłam drzwi do swojego królestwa. Zaniemówiłam z wrażenia. Wszystko było urządzone tak jak to sobie wymarzyłam. Ściany były w odcieniu cappuccino. Zwróciłam uwagę na przepiękny wiszący żyrandol z kryształkami. Na środku stało ogromne łóżko z kremowo-bezowa pościelą. Po prawej stronie biurko, szafa i jakieś szafki oraz duże lustro. Na podłodze położony był niewielki, miękki kremowy dywan. Jej dopiero teraz zauważyłam, ze z mojego pokoju można wyjść na taras. Jestem wdzięczna za to co dla nas zrobili. Postanowiłam zwiedzić resztę domu, rozpakuje się wieczorem. Weszłam do pięknej przestronnej łazienki, która znajdowała się na naszym pietrze, a zarazem jedynym w tym domu. Zdobiły ja piękne kinkiety. Kafelki były biało czarne. Po prawej stronie stal prysznic, a po lewej ogromna wanna. Na wprost było ogromne lustr, a przy nim dwie umywalki. Obok były tez szafki w białym kolorze. Wyszłam i przeszłam dalej. Toalety chyba opisywać nie muszę :). Pokój siostry już przelotnie widziałam. Zeszłam na dól. W salonie stalą ogromna kanapa i dwa fotele obite bezowa skóra. Ściany były pomalowane na biało. Na wprost kanap wisiał duży telewizor, a pod nim stała pólka z filmami. Kuchnia była bardzo przestronna, połączona z jadalnia. Szafki i blat był ciemnobrązowy. Obok stalą lodówka i inne graty, jak zmywarka itd. Po lewej stronie, przy oknie stal duży stół i piękne krzesła. Postanowiłam wyciągnąć gdzieś siostrę. Wpadłam do jej pokoju bez pukania.
- Ej, zbieraj się. Pójdziemy gdzieś. - oznajmiłam z entuzjazmem. Nawet nie protestowała, wzięła torbę ja w tym czasie poszłam po swoja i zeszłam razem z nią na dól.
- Ciociu, idziemy pozwiedzać okolice. - powiedziałyśmy.
- W porządku, tylko bądźcie za 2 godzinki najpóźniej, bo musimy wszyscy razem porozmawiać. - odkrzyknęła z kuchni. Nie no, dopiero przyjechałyśmy, a ona nam już kazania będzie prawic? No, ale zobaczymy o co chodzi. Szłyśmy przed siebie, nie miałyśmy szczególnego celu. Chciałyśmy po prostu się przejść i rozejrzeć.
- Patrz! Milk Shake City, po nazwie sadze ze są tam shake'i, a ja mam wielka ochotę na coś takiego. Wejdziemy? - zapytała Am.
- No ok. Zobaczymy jak smakują. Dla mnie nadal moim ulubionym jest shake truskawkowy z McDonalda. - odpowiedziała. Weszłyśmy, podeszłyśmy do kasy. Akurat nie było dużo ludzi. Ja wzięłam sobie jagodowy, a ona jakiś czekoladowo coś tam. Czekałyśmy na nasze zamówienie, kiedy ona spytała co się wydarzyło na lotnisku. Opowiedziałam jej wszystko o tym palancie. Wkurzyła się, ze jej przy mnie nie było. Już widzę jak zaczyna go wyzywać. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby mu przywaliła w ryj. Szkoda tej pięknej buźki... Co ja gadam?! On mnie potraktował jak gówno, a ja zachwycam się jego twarzą. STOP. Kelnerka przyniosła nam nasze szejki. Wzięłam do reki, odwracam się i ... ! Ktoś stal tak blisko mnie, ze gdy się odwróciłam, zderzyliśmy się ze sobą i zawartość kubka została wylana na mnie i na osobę za mną. Usłyszałam wkurzony głos...


Jeśli czytacie, to proszę o zostawianie komentarzy.

piątek, 24 lutego 2012

Rozdział 1

*perspektywa Julii*

Minął miesiąc odkąd nasze życie zmieniło się całkowicie. Po pogrzebie dostałyśmy propozycje od naszej cioci, która mieszka w Londynie. Miałyśmy się do niej przeprowadzić zaraz po zakończeniu roku szkolnego. Może to i lepiej, że się zgodziłyśmy. Zmiana otoczenia może nam wyjść na dobre, rozpoczniemy nowe życie. Tutaj, w Polsce wspomnienia cały czas wracają. Amelia zupełnie się wyłączyła. Jest nieobecna, ciągle zamyślona, jakby w swoim własnym świecie. Martwię się o nią. Od razu po przyjściu ze szkoły szła do siebie do pokoju, zamykała się i prawie w ogóle z niego nie wychodziła. Strasznie przez ten miesiąc zmizerniała, zupełnie uszło z niej cale życie. Ja chociaż trochę próbowałam udawać, że nie jest tak źle. Nie mogłam pokazać, że tak na prawdę nie mam siły na nic. Dobrze, że przez ten miesiąc ciocia została z nami. Pomagała nam, gotowała, sprzątała, próbowała pocieszać i rozmawiać z nami. Widziałam, że jej też nie jest łatwo, szczególnie że straciła jedyną siostrę.
Koniec użalania się, muszę zacząć się pakować. W końcu to już jutro wyjeżdżamy. Londyn to nie Szczecin. Tam jest zupełnie inaczej. Nie wiem czy się tam odnajdę, czy się z kimś zaprzyjaźnię. Dobrze, że chociaż znam angielski, bo to by była porażka jakbym nie mogła się z nikim dogadać. Większość naszych rzeczy już dawno poleciała do mieszkania ciotki. Pozostało tylko spakować ubrania, kosmetyki i takie tam drobiazgi. 


*perspektywa Amelii*


Jestem już spakowana, zajęło mi to pół dnia, no ale bynajmniej mam to za sobą. Jutro wszystko się zmieni. Opuszczę Polskę, zacznę wszystko od początku. Wspomnienia pozostaną, kochałam, kocham i nadal będę kochać swoich rodziców, nigdy o nich nie zapomnę. Nie chcę zapomnieć. Chcę pamiętać wszystko, złe i dobre chwile. Ale to już czas się pozbierać, nie mogę zamartwiać innych. Oni i bez tego są przygnębieni. Nie mogę przysparzać im dodatkowego problemu. Obiecam sobie, że w chwili, gdy wsiądę do samolotu, stanę się inna. Postaram się żyć normalnie, mam nadal dla kogo. 


***
O godzinie 5.00 obudził mnie budzik. No cóż, trzeba wstawać. O 6.30 mam samolot, nie mogę się spóźnić. Poszłam wziąć chłodny prysznic, ogarnąć się jakoś. Nie chcę nikogo wystraszyć. Zaniedbałam się przez te ostatnie tygodnie. Ubrałam  to , zrobiłam lekki makijaż, włosy zostawiłam rozpuszczone i zeszłam na dół. Moja siostra rozmawiała właśnie z ciocią na temat naszego nowego domu. Wyglądała ślicznie założyła to , a włosy związała w luźnego koka.
- Dzień dobry ciociu, hej Julcia. - przywitałam się.
- O cześć Amelko, jak pięknie wyglądasz. Siadaj, zjedz śniadanie i wychodzimy. - ciocia postawiła mi talerz z naleśnikami na stole. Czy wspominałam już, że uwielbiam naleśniki? Nie? To teraz mówię, że je kooochaaam. Z resztą pewnie jak każdy. Zjadłam, pozmywałam i poszłam na górę po walizki.
- Amelia!  Musimy wychodzić! Rusz się! - wołała mnie zniecierpliwiona siostra. Krzyknęłam, że już idę. Boże, gdzie ja zostawiłam swoją komórkę? Zawsze mi gdzieś ginie, kiedy akurat muszę wychodzić. Znalazłam ją w łazience. Spojrzałam na siebie, dobra chyba nie jest tak źle. Wzięłam dwie walizki w ręce, rozejrzałam się jeszcze raz po moim fioletowym pokoju. Chłonęłam wzrokiem każde pomieszczenie. Nie wiedziałam, czy kiedykolwiek tu wrócę. Mieszkanie na razie będziemy wynajmować, nie chcemy go sprzedawać. Wiąże się z nim za dużo wspomnień, kto wie może kiedyś tu wrócimy. Zeszłam na dół, wzięłam torbę i wyszłam. Wsiadłyśmy do taksówki i pojechałyśmy na lotnisko. Ostatni raz spojrzałam na nasz niewielki domek.
Dojechałyśmy dość szybko. Miałyśmy jeszcze 30 minut do odprawy.
Po kilkudziesięciu minutach byłyśmy już na pokładzie samolotu. Za parę godzin będziemy na miejscu. Włożyłam słuchawki w uszy, puściłam głośno muzykę. Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku. Spojrzałam na siostrę, która już zasnęła. Wsłuchałam się w piosenkę i nawet nie wiem kiedy odpłynęłam...

Drugi będzie dłuższy i zdradzę Wam, że pojawi się ktoś z One Direction ;d Jeśli czytacie to komentujcie. 


czwartek, 23 lutego 2012

Prolog

*miesiąc temu*
*Amelia*
Mimo, że jest koło 18 i rodzice powinni już dawno być w domu, to ich nadal nie było. W sumie to się zbytnio nie martwiłam, czasami zdarzało im się zostać po godzinach. Razem z Julką postanowiłyśmy wykorzystać okazję. Włączyłyśmy  radio. Akurat leciała nasza ulubiona piosenka "One night in Ibiza". Zaczęłyśmy wariować. Śpiewałyśmy, o ile nasze wycie można nazwać śpiewem, tańczyłyśmy. Chciałyśmy, by takie chwile trwały wiecznie. Nasze wygłupy  przerwał dzwonek do drzwi. Żadna z nas nie chciała iść otworzyć. Ktoś nadal natarczywie dzwonił. W końcu jak zwykle wypadło na mnie. Zeszłam na przedpokój i otworzyłam drzwi. Moim oczom ukazał się policjant. Czego on może od nas chcieć? To pewnie jakaś pomyłka, czy coś. Z rozmyśleń wyrwał mnie głos mężczyzny.
- Pani Malinowska? - spytał na potwierdzenie swoich informacji . Skinęłam głową i pokazałam,  żeby wszedł do środka. Do salonu wparowała moja siostra. Zupełnie nie wiedziała o co chodzi.
- O co chodzi? Bo jeżeli o za głośną muzykę, to przepraszamy, już wyłączyłyśmy.- Zaczęła się tłumaczyć. Mamy dość powalonych sąsiadów, więc nawet bym się nie zdziwiła, gdyby to była ich sprawka.
- Nie, nie o to. Mam dla Pań przykrą wiadomość. Godzinę temu Wasi rodzice mieli wypadek samochodowy. Wjechał w nich tir, nie mieli szans na przeżycie. - wyjaśnił.
Więcej już nic nie słyszałam. Totalnie się wyłączyłam. Łzy napłynęły mi do oczu. To nie mogła być prawda. Moi rodzice, oni są teraz w pracy. Pewnie zaraz wrócą. Widziałam ich rano, wszystko było w porządku. Byli tacy roześmiani. Tak bardzo ich kocham, to nie może być prawda, nie poradzę sobie bez nich.


Jutro lecę z 1 rozdziałem :) Jak coś się nie podoba to piszcie to się poprawie.

środa, 22 lutego 2012

Bohaterowie






Amelia Malinowska - ur. 30.10.94r. - kiedyś była bardzo otwartą i roześmianą dziewczyną. Po śmierci rodziców zamknęła się w sobie i od tamtej pory nie dopuszcza do siebie nikogo oprócz swojej najlepszej przyjaciółki, a zarazem nieco starszej siostry.



Julia Malinowska - ur. 03.05.93r. - ją śmierć rodziców również zmieniła. Stała się bardzo wulgarna i nieobliczalna. Zrobi wszystko, by bronić najważniejszej dla niej osoby - jej młodszej siostrzyczki. Z pozoru wydaje się bardzo niedostępna, lecz w głębi serca nadal jest tą starą Julką, sympatyczną i wrażliwą.





One Direction - ich chyba Wam nie muszę przedstawiać.






Angelika Kwiatkowska - ur. 12.10.94r. Jest najlepszą przyjaciółką dziewczyn. Mieszka w Polsce. Z pozoru bardzo dziewczęca, ale potrafi komuś dowalić, ponieważ od 7 lat trenuje boks. Interesuje się również modą. Uwielbia zespół One Direction, niestety nie wie tego, że jej przyjaciółki mieszkają obok nich. 



wtorek, 21 lutego 2012

Wstęp

Hej! 
Jak już pewnie zdążyłyście się zorientować (albo też i nie) jestem Justyna. Będę dodawać tu rozdziały mojego opowiadania o One Direction. Póki co, dopiero się zabieram za pisanie, więc nie oczekujcie cudów ;D  Rozdziały będę starać się dodawać mniej więcej raz w tygodniu.Fakty będą mijać się trochę z prawdą, trochę pozmieniam. W komentarzach oczekuję od Was opinii na temat mojego opowiadania. Piszcie co poprawić, co jest ok i takie tam. Myślę, że Wam się spodoba. 

Mój TT: @Justyna1D