piątek, 24 lutego 2012

Rozdział 1

*perspektywa Julii*

Minął miesiąc odkąd nasze życie zmieniło się całkowicie. Po pogrzebie dostałyśmy propozycje od naszej cioci, która mieszka w Londynie. Miałyśmy się do niej przeprowadzić zaraz po zakończeniu roku szkolnego. Może to i lepiej, że się zgodziłyśmy. Zmiana otoczenia może nam wyjść na dobre, rozpoczniemy nowe życie. Tutaj, w Polsce wspomnienia cały czas wracają. Amelia zupełnie się wyłączyła. Jest nieobecna, ciągle zamyślona, jakby w swoim własnym świecie. Martwię się o nią. Od razu po przyjściu ze szkoły szła do siebie do pokoju, zamykała się i prawie w ogóle z niego nie wychodziła. Strasznie przez ten miesiąc zmizerniała, zupełnie uszło z niej cale życie. Ja chociaż trochę próbowałam udawać, że nie jest tak źle. Nie mogłam pokazać, że tak na prawdę nie mam siły na nic. Dobrze, że przez ten miesiąc ciocia została z nami. Pomagała nam, gotowała, sprzątała, próbowała pocieszać i rozmawiać z nami. Widziałam, że jej też nie jest łatwo, szczególnie że straciła jedyną siostrę.
Koniec użalania się, muszę zacząć się pakować. W końcu to już jutro wyjeżdżamy. Londyn to nie Szczecin. Tam jest zupełnie inaczej. Nie wiem czy się tam odnajdę, czy się z kimś zaprzyjaźnię. Dobrze, że chociaż znam angielski, bo to by była porażka jakbym nie mogła się z nikim dogadać. Większość naszych rzeczy już dawno poleciała do mieszkania ciotki. Pozostało tylko spakować ubrania, kosmetyki i takie tam drobiazgi. 


*perspektywa Amelii*


Jestem już spakowana, zajęło mi to pół dnia, no ale bynajmniej mam to za sobą. Jutro wszystko się zmieni. Opuszczę Polskę, zacznę wszystko od początku. Wspomnienia pozostaną, kochałam, kocham i nadal będę kochać swoich rodziców, nigdy o nich nie zapomnę. Nie chcę zapomnieć. Chcę pamiętać wszystko, złe i dobre chwile. Ale to już czas się pozbierać, nie mogę zamartwiać innych. Oni i bez tego są przygnębieni. Nie mogę przysparzać im dodatkowego problemu. Obiecam sobie, że w chwili, gdy wsiądę do samolotu, stanę się inna. Postaram się żyć normalnie, mam nadal dla kogo. 


***
O godzinie 5.00 obudził mnie budzik. No cóż, trzeba wstawać. O 6.30 mam samolot, nie mogę się spóźnić. Poszłam wziąć chłodny prysznic, ogarnąć się jakoś. Nie chcę nikogo wystraszyć. Zaniedbałam się przez te ostatnie tygodnie. Ubrałam  to , zrobiłam lekki makijaż, włosy zostawiłam rozpuszczone i zeszłam na dół. Moja siostra rozmawiała właśnie z ciocią na temat naszego nowego domu. Wyglądała ślicznie założyła to , a włosy związała w luźnego koka.
- Dzień dobry ciociu, hej Julcia. - przywitałam się.
- O cześć Amelko, jak pięknie wyglądasz. Siadaj, zjedz śniadanie i wychodzimy. - ciocia postawiła mi talerz z naleśnikami na stole. Czy wspominałam już, że uwielbiam naleśniki? Nie? To teraz mówię, że je kooochaaam. Z resztą pewnie jak każdy. Zjadłam, pozmywałam i poszłam na górę po walizki.
- Amelia!  Musimy wychodzić! Rusz się! - wołała mnie zniecierpliwiona siostra. Krzyknęłam, że już idę. Boże, gdzie ja zostawiłam swoją komórkę? Zawsze mi gdzieś ginie, kiedy akurat muszę wychodzić. Znalazłam ją w łazience. Spojrzałam na siebie, dobra chyba nie jest tak źle. Wzięłam dwie walizki w ręce, rozejrzałam się jeszcze raz po moim fioletowym pokoju. Chłonęłam wzrokiem każde pomieszczenie. Nie wiedziałam, czy kiedykolwiek tu wrócę. Mieszkanie na razie będziemy wynajmować, nie chcemy go sprzedawać. Wiąże się z nim za dużo wspomnień, kto wie może kiedyś tu wrócimy. Zeszłam na dół, wzięłam torbę i wyszłam. Wsiadłyśmy do taksówki i pojechałyśmy na lotnisko. Ostatni raz spojrzałam na nasz niewielki domek.
Dojechałyśmy dość szybko. Miałyśmy jeszcze 30 minut do odprawy.
Po kilkudziesięciu minutach byłyśmy już na pokładzie samolotu. Za parę godzin będziemy na miejscu. Włożyłam słuchawki w uszy, puściłam głośno muzykę. Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku. Spojrzałam na siostrę, która już zasnęła. Wsłuchałam się w piosenkę i nawet nie wiem kiedy odpłynęłam...

Drugi będzie dłuższy i zdradzę Wam, że pojawi się ktoś z One Direction ;d Jeśli czytacie to komentujcie. 


1 komentarz: