niedziela, 26 lutego 2012

Rozdział 2

*perspektywa Julki*


Usłyszałam głos stewardessy, że mamy zapiać pasy, bo będziemy przystępować do lądowania. Szkoda było mi budzić Amelie, tak słodko spala, no ale musiałam to zrobić.
- Obudź się, zapnij pasy. Zaraz będziemy na miejscu. - powiedziałam. Ona coś odmruknęła i nadal spala. No tak, zapomniałam, ze ja trzeba budzić w bardziej radykalny sposób. Walnęłam ja w ramie.
- Co?! Co się dzieje?! - przebudziła się lekko zdezorientowana. Wcale jej się nie dziwie, przespała cały lot. Ja spalam zaledwie 2 godzinki. Potem z nudów podziwiałam przepiękne widoki na oknem.
- No zapinaj pasy, bo lądujemy! - wykrzyczałam jej do ucha. Ludzie nie wiedzieli o co chodzi, spoglądali na mnie jak na kretynkę. Z reszta co mnie to obchodzi. Niech się interesująca sobą, a nie mną. Zawsze byłam ''lekko'' nienormalna. Ale to już chyba rodzinne, sadzać po wypowiedzi i zachowaniu mojej siostry.
- No już, nie denerwuj się żulu! - krzyknęła i zaczęła mnie dusić. Dziwna z niej dziewczyna, no ale co ja na to poradzę. Zaczęłyśmy się śmiać. Ze zniecierpliwiona czekałyśmy, aż wylądujemy. Siedziałyśmy jak na szpilkach. Byłyśmy strasznie podekscytowane nowym miastem i domem.


*perspektywa Amelii*


Wreszcie opuściliśmy pokład samolotu. Wybiegłyśmy jak oszalałe. Poszłyśmy odebrać walizki i czekałyśmy na ciocie. Ja sprawdzałam jeszcze Twittera na komórce. Musiałam wiedzieć co tam się na świecie dzieje. Dodawałam właśnie nowy wpis: Londyyyn wita! :). Wylogowałam się i schowałam telefon do kieszeni. Rozejrzałam się, nigdzie nie widziałam cioci i Julki. Co one sobie jaja ze mnie robią?! Zostawiły mnie tu na pastwę losu?! Nie kapnęły się, ze nie ma mnie z nimi? Dobra, spróbuje się stad wydostać. Wzięłam swoja walizkę i udałam się w stronę wyjścia, bynajmniej sadze ze tam jest wyjście. Wyjmowałam właśnie słuchawki z torebki kiedy zderzyłam się z kimś. Upadlam dupa na walizkę, a ona wraz ze mną na ziemie. No świetnie.
- Uważaj jak chodzisz! - wykrzyknął ktoś. Spojrzałam w na twarz. Był to chłopak mniej więcej w moim wieku. Miał na głowie niezłe afro. Cala głowa w loczkach, no niezłe. Chociaż muszę przyznać, ze był przystojny. Te jego zielone oczy były takie hipnotyzujące.
- To ty byś mógł uważać kretynie! Coś Ci nie pasuje?! To się odwal i zejdź mi z oczu! - odgryzłam się. W końcu jestem teraz nowa Amelia i nie pozwolę sobie na to, by jakiś idiota na mnie krzyczał.
- Tak, Ty mi nie pasujesz! Zabieraj ta dupę spod moich nóg. Chce przejść. - powiedział z pogarda w glosie.
- To sobie idź na około! No co tak stoisz jak widły w gnoju?! - wytracał mnie już z równowagi. Jeszcze trochę i nie wiem co mu zrobię.
- A spadaj. - powiedział zrezygnowany. Przeszedł obok mnie i kopnął noga w moja walizkę. Jeżeli wszyscy tutaj są tacy bezczelni to chyba nie znajdę tu przyjaciół. No, ale trudno się mówi. Teraz najważniejsze, bym znalazła rodzinę. Wstałam, otrzepałam się, podniosłam walizkę z ziemi i kierowałam się dalej w stronę mam nadzieje, ze wyjścia. Udało się, zauważyłam je jak stały obok taxi.
- Nareszcie! Gdzie Ty byłaś? - odetchnęła z ulga ciotka.
- Mogłyście na mnie poczekać. Zgubiłam się i jeszcze wpadł na mnie jakiś bezczelny kretyn. Mówiłaś, ze wszyscy tutaj są uprzejmi. - powiedziałam z wyrzutem.
- No, są tez wyjątki. Dobra wsiadajmy. - rozkazała. Jak tez kazała, tak zrobiłyśmy. Podziwiałam przez okno Londyn. To chyba cud, ze nie pada. Chociaż pogoda jest przyzwoita.


*perspektywa Julii*

Po ok. 20 minutach byłyśmy na miejscu. Ujrzałyśmy przepiękny domek. Co ja gadam, to nie był domek tylko jakaś willa. Nie wiedziałam, ze ciocia jest aż tak zamożna. Coś wspominała, ze jej mąż pracuje w jakiejś ogromnej firmie, ale tego się nie spodziewałam. Willa była w odcieniu jasnego beżu. Ciemno brązowy dach i duże okna. Z tego co zauważyłam był spory ogródek i taras. Nie no zapowiada się świetnie. Męża ciotki jeszcze nie miałyśmy okazji poznać. Wiem tylko tyle, że nazywał się Tom. O wilku mowa. Zauważył, ze przyjechałyśmy, wiec wyszedł pomóc nam z bagażami. Miał ciemno brązowe włosy, lekki zarost, duże niebieskie oczy.  Na oko miał gdzieś około 40lat, czyli tak jak moja ciocia. Wysoki i umięśniony.
- Cześć. Jestem Tom, a wy to zapewne Julia i Amelia? - podał nam rękę, a ciocie uściskał.
- Dzień dobry Panu. - odpowiedziałyśmy jednocześnie.
- Proszę, mówcie mi po prostu Tom. Tak będzie wygodniej. - zaproponował. Nam to też bardziej odpowiadało. Dobrze, ze nie jest aż taki sztywny. Wziął nasze walizki. Ciocia zaprowadziła nas do naszych pokoi. Weszłam do siebie. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Pomalowany był w moich ulubionych kolorach. Dwie ściany były błękitne, a dwie jasno szare. Na środku stało duże łóżko. Pościel była w tych samych kolorach co ściany. Przy oknie stało biurko, a po prawej stronie ogromna szafa, lustro i komoda oraz szara sofa. Na podłodze leżał szary puchaty dywanik. Pokój był ogromny. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się czegoś takiego. Przystąpiłam do rozpakowywania się.

* perspektywa Amelii*

Otworzyłam drzwi do swojego królestwa. Zaniemówiłam z wrażenia. Wszystko było urządzone tak jak to sobie wymarzyłam. Ściany były w odcieniu cappuccino. Zwróciłam uwagę na przepiękny wiszący żyrandol z kryształkami. Na środku stało ogromne łóżko z kremowo-bezowa pościelą. Po prawej stronie biurko, szafa i jakieś szafki oraz duże lustro. Na podłodze położony był niewielki, miękki kremowy dywan. Jej dopiero teraz zauważyłam, ze z mojego pokoju można wyjść na taras. Jestem wdzięczna za to co dla nas zrobili. Postanowiłam zwiedzić resztę domu, rozpakuje się wieczorem. Weszłam do pięknej przestronnej łazienki, która znajdowała się na naszym pietrze, a zarazem jedynym w tym domu. Zdobiły ja piękne kinkiety. Kafelki były biało czarne. Po prawej stronie stal prysznic, a po lewej ogromna wanna. Na wprost było ogromne lustr, a przy nim dwie umywalki. Obok były tez szafki w białym kolorze. Wyszłam i przeszłam dalej. Toalety chyba opisywać nie muszę :). Pokój siostry już przelotnie widziałam. Zeszłam na dól. W salonie stalą ogromna kanapa i dwa fotele obite bezowa skóra. Ściany były pomalowane na biało. Na wprost kanap wisiał duży telewizor, a pod nim stała pólka z filmami. Kuchnia była bardzo przestronna, połączona z jadalnia. Szafki i blat był ciemnobrązowy. Obok stalą lodówka i inne graty, jak zmywarka itd. Po lewej stronie, przy oknie stal duży stół i piękne krzesła. Postanowiłam wyciągnąć gdzieś siostrę. Wpadłam do jej pokoju bez pukania.
- Ej, zbieraj się. Pójdziemy gdzieś. - oznajmiłam z entuzjazmem. Nawet nie protestowała, wzięła torbę ja w tym czasie poszłam po swoja i zeszłam razem z nią na dól.
- Ciociu, idziemy pozwiedzać okolice. - powiedziałyśmy.
- W porządku, tylko bądźcie za 2 godzinki najpóźniej, bo musimy wszyscy razem porozmawiać. - odkrzyknęła z kuchni. Nie no, dopiero przyjechałyśmy, a ona nam już kazania będzie prawic? No, ale zobaczymy o co chodzi. Szłyśmy przed siebie, nie miałyśmy szczególnego celu. Chciałyśmy po prostu się przejść i rozejrzeć.
- Patrz! Milk Shake City, po nazwie sadze ze są tam shake'i, a ja mam wielka ochotę na coś takiego. Wejdziemy? - zapytała Am.
- No ok. Zobaczymy jak smakują. Dla mnie nadal moim ulubionym jest shake truskawkowy z McDonalda. - odpowiedziała. Weszłyśmy, podeszłyśmy do kasy. Akurat nie było dużo ludzi. Ja wzięłam sobie jagodowy, a ona jakiś czekoladowo coś tam. Czekałyśmy na nasze zamówienie, kiedy ona spytała co się wydarzyło na lotnisku. Opowiedziałam jej wszystko o tym palancie. Wkurzyła się, ze jej przy mnie nie było. Już widzę jak zaczyna go wyzywać. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby mu przywaliła w ryj. Szkoda tej pięknej buźki... Co ja gadam?! On mnie potraktował jak gówno, a ja zachwycam się jego twarzą. STOP. Kelnerka przyniosła nam nasze szejki. Wzięłam do reki, odwracam się i ... ! Ktoś stal tak blisko mnie, ze gdy się odwróciłam, zderzyliśmy się ze sobą i zawartość kubka została wylana na mnie i na osobę za mną. Usłyszałam wkurzony głos...


Jeśli czytacie, to proszę o zostawianie komentarzy.

3 komentarze: