sobota, 3 marca 2012

Rozdział 4

*perspektywa Amelii*

- Spodobał Ci się Louis, c'nie ? - zapytałam w drodze do domu Julię.
- Nie.. - odpowiedziała. Kłamała, wiem to.
- Na pewno? - podpytywałam.
- No może tak trochę. Tylko się nie wygadaj komuś przypadkiem. Sama wiesz, że czasami za dużo gadasz. - upomniała mnie. - A poza tym, ja mu chyba się nie podobam.
- No co Ty, widziałam jak na Ciebie patrzy. Jestem pewna, że mu się podobasz. - zapewniałam siostrę. Doszłyśmy do domu i usłyszałyśmy głos ciotki z salonu.
- No nareszcie wróciłyście. Już myśleliśmy, że się zgubiłyście. No, ale nic. Siadajcie dziewczyny. - poprosiła ciocia. Usiadłyśmy i nie pewnie patrzyłyśmy na siebie. Żadna z nas nie wiedziała, o co może ich chodzić.
- Chcieliśmy z Wami poważnie porozmawiać. Jesteście już dorosłe. Mam nadzieję, że dość odpowiedzialne. - ciągnął temat Tom.
- No, ale o co chodzi? - zapytałam.
- Bo my musimy niestety wyjechać na miesiąc ze względu na sprawy rodzinne. Moja mama jest ciężko chora. Chcieliśmy Was przeprosić za to, że Wy dopiero co przyjechałyście, a my już musimy Was zostawić same. - tłumaczył Tom.
- Nie, w porządku. Jesteśmy już duże, potrafimy same się sobą zająć. Miesiąc to przecież nie tak długo. Najważniejsze jest to, żebyś pojechał do mamy i z nią był. My sobie poradzimy. - mówiła moja siostra. Zawsze to ona była lepsza w przekonywaniu. Ona i odpowiedzialność. Te dwa słowa w zupełności do siebie nie pasują. To zawsze ja byłam rozsądniejsza. Uzupełniamy się nawzajem. Już pewnie w głowie wymyśla plan co będziemy robić, gdy tylko się ich pozbędzie z domu.
- W takim razie, będziemy się starać dzwonić codziennie. Zostawimy Wam karty kredytowe i trochę gotówki. Dziękujemy Wam. I pamiętajcie o tym, żeby nie zdemolować zbytnio domu. - uśmiechnął się Tom. Ciocia tylko mu przytakiwała. - Wyjeżdżamy jutro rano.
- Dobrze, wstaniemy i się z Wami pożegnamy. - powiedziałam. Wstałyśmy i poszłyśmy do mnie do pokoju.
- Ale jaja, zostawiają nam cały dom na miesiąc. O kurde, co jak co, ale nie spodziewałam się tego. - mówiła podekscytowana Julia.
- O tak, ja tez się cieszę. Chociaż i tak najbardziej zacieszam, z tego powodu, że jutro spotkamy się z chłopakami.  - zmieniłam temat.
Gadałyśmy jeszcze o nich z dwie godziny. Próbowałyśmy wymyślić stroje na jutro, ale w końcu stwierdziłyśmy, że jutro nad tym pomyślimy. Mimo, że było dopiero po 21, to przebrałyśmy się w piżamy i poszłyśmy spać. Byłyśmy bardzo zmęczone dzisiejszym dniem. Nastawiłam sobie budzik na 7 rano, żeby jeszcze zdążyć się pożegnać.

*perspektywa Harrego w tym samym czasie*

- Co Ci odwaliło?! Ta cała sława już Cię zmieniła widzę. Nie poznaję starego, przyjacielskiego Hazzy. -  Liam znowu zaczął mi prawić kazanie. Jakby nie wystarczyło już to, że jak wrócili do domu to Zayn na mnie napadł. Teraz on. Ktoś jeszcze?
- Byłem zdenerwowany. Nie chciałem jej tak potraktować. - tłumaczyłem się.
- To żadne wytłumaczenie. Każdy się denerwuje, a jednak nie wrzeszczą na innych i się na nich nie wyładowują. - dołączył się Niall, akurat żarł kanapkę.
- Przeproszę ją. No i tą drugą też. - powiedziałem. Na prawdę żałuję tego, że tak ją potraktowałem.
- A i najlepsze jest to, że wyskoczyłeś z tym 'wiesz kim ja jestem'! - kontynuował Niall z pełną gębą. - One nie wiedzą, że jesteśmy sławni.
- No kurwa przeproszę je, na prawdę nie chciałem żeby tak wyszło. - powiedziałem i pobiegłem na górę do swojego pokoju. Jebłem się na łóżko i próbowałem ułożyć sobie w myślach jakąś sensowną wypowiedź. Wiem, że mają się jutro z nimi spotkać. Pójdę z nimi i spróbuję to jakoś naprawić.

*perspektywa Amelii*

Kurwa, że akurat teraz musiał zadzwonić ten budzik. Śnił mi się właśnie Zayn. Spotkaliśmy się w parku, siedzieliśmy na ławce i rozmawialiśmy. Mieliśmy się właśnie pocałować, gdy zadzwoniło to badziewie i mnie obudziło. Wstałam, przeczesałam ręką włosy i poszłam do pokoju obok obudzić siostrę.
- Wstawaj! Słyszysz?! Rusz tą dupę! - krzyczałam.
- No już wstaję. - powiedziała. Ale widziałam, że nadal się nie rusza.
- Chodź, musimy się pożegnać! Mamy chatę wolną na cały miesiąc i dzisiaj jeszcze spotykamy się z chłopakami. Będzie Lou! - mówiłam do niej.
- Ty no, rzeczywiście. Muszę się wyszykować! Jak ja wyglądam! - ocknęła się wreszcie. Zeszłyśmy na dół. W salonie czekała na nas ciotka i Tom. Ucieszyli się, że jednak wstałyśmy by się z nimi pożegnać. Uściskaliśmy ich.
- Jeszcze raz przepraszamy. Przykro nam. Po naszym przyjeździe postaramy się nadrobić ten stracony czas. Uważajcie na siebie. Jakby coś się działo to dzwońcie. Kocham Was. - gadała ze łzami w oczach ciocia.
- My Ciebie też. Damy sobie radę. Jedzcie już. Paa. - powiedziała Julia. Tom wziął walizki, zapakował do bagażnika. Pomachałyśmy im jeszcze i odjechali.
- Mamy wolną chatę!!! - krzyczała Julia. - Ja jebie i to na cały miesiąc!
 Poszłyśmy się ogarniać i wybierać stroje. Ja wybrałam to , a moja siostra to. Umalowałyśmy się. Ja podkręciłam lekko włosy lokówką i zostawiłam proste, a ona wyprostowała i również zostawiła rozpuszczone. Po głębszym zastanowieniu i po setnym przejrzeniu się w lustrze stwierdziłyśmy, że wyglądamy zajebiście. Postanowiłam wysłać smsa do Zayna z pytaniem, gdzie mamy się spotkać. Już po chwili mój telefon się odezwał. Odpisał : My po Was przyjedziemy. Podajcie tylko adres. Odpisałam mu : Ilchester Place 14. Za chwilę odpisał : No to witaj sąsiadko, mieszkamy przy tej samej ulicy! Odpisałam : No to zajebiście. O której będziecie? Odpisał : O 12? Pasuje Wam? Odpisałam : No pewnie, do zobaczenia!
- Julia! Czaisz, że oni mieszkają obok nas?! - poinformowałam siostrę.
- Żartujesz sobie?! Skąd wiesz? - nie dowierzała. Pokazałam jej smsy. Zaczęła się cieszyć jak małe dziecko. Włączyła radio i zaczęła wariować. Dołączyłam do niej. Tańczyłyśmy i śpiewałyśmy jak jakieś nawiedzone. Nasze dzikie tańce trwały chyba z godzinę. Bawiłyśmy się tak jak kiedyś. Zawsze, gdy byłyśmy z czegoś mega zacieczone to tak robiłyśmy. Od śmierci rodziców jeszcze nie miałyśmy okazji. Wreszcie poczułyśmy się szczęśliwe. Zmęczone klapnęłyśmy na kanapę. Włączyłyśmy w zamian telewizor. Skakałyśmy po kanałach. Przełączyłyśmy w końcu na MTV, to co tam zobaczyłyśmy totalnie nas zatkało...

* Na serio jest taka ulica jak : Ilchester Place. Znajduje się na liście najbogatszych ulic w Londynie.



Rozdział taki sobie, ale musiał być taki wprowadzający. Jeśli czytacie to dodawajcie komentarze. To dla mnie ważne. Jeśli macie jakieś sugestie co do opowiadania to piszcie.

5 komentarzy:

  1. to co piszesz jest super , szkoda ze częściej nie dodajesz nowych rozdziałów : (

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że są dodawane dość często, bo co jakieś 3-4 dni. No, ale skoro chcesz częściej to się postaram dodawać częściej. :D Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. no właśnie czescieej ! ;D a kiedy bd nastepna czesc ?;d zn rozdzią ;d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam już dawno napisany :P Myślę, że jutro dodam :*

      Usuń
  3. super opowiadanie ;) czekam na next . i zapraszam do mnie http://love-and-sadness.blog.onet.pl/ ;)

    OdpowiedzUsuń